Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
(strona 1)
" Joshep Sheridan Le Fanu DOM PRZY CMENTARZU PROLOG — BĘDĄCY GARSTKĄ MIEJSCOWYCH PLOTECZEK Jeśli zezwolicie, opowiemy wam w nadchodzących rozdziałach o tym, co działo się w Chapelizod przed około stu laty. Sto lat to zaiste..."
(strona 2) " muzyczne lubiły biesiadować o uroczystej godzinie piątej, wymieniając między sobą żarty, uczucia, pieśni i mądrość w pogodne letnie wieczory. Niestety! Gospoda ta zniknęła już tak, jak i jej bywalcy — wspomnienie ulotne jak smuga..."
(strona 3) " której koszary mieściły się po przeciwległej stronie ulicy — prezentującej broń w dworskich biało-szkarłatno-błękitnych mundurach, w trój graniastych kapeluszach, perukach z warkoczami i krezach, nim wsiadł do zdobnej herbami..."
(strona 4) " młyńskiej? Sądzę, że zniknął. Z pewnością ta przeklęta budowla nie może być moim czcigodnym starym przyjacielem w przebraniu! Nie mogę jednak spodziewać się, mój Czytelniku — mimo Twej oczywistej uprzejmości i cierpliwości —..."
(strona 5) " co wówczas widział i słyszał znacznie lepiej aniżeli to, co działo się przed tygodniem — zdarzyło się, że spędzał przyjemny tydzień wakacji ze swym dobrotliwym wujem i ojcem chrzestnym, wikarym w Chapelizod. W drugim dniu jego lub..."
(strona 6) " — O, morderstwo! — powiedział jeden. — O, moce piekielne! — krzyknął inny. — O, krwawe wojny! — wykrzyknął trzeci. — Biedak ów nie miał żadnej możliwości przeżycia tego! — rzekł Tim. — To była kula —..."
(strona 7) " na powrót do grobu, a mój wuj odpowiedział na ich powitanie smutnym uśmiechem i pełną ubolewania życzliwością, poza którą nigdy się nie posunął w tym uroczystym miejscu. Miał zwyczaj troszczyć się pieczołowicie o kości wykopane..."
(strona 8) " zakrywającej wygasłą źrenicę wyłaniała się głęboka, przecinająca czoło czerwona blizna. Jego twarz była sinawa, przy czym zabarwienie to nasilało się w kierunku zgrubiałego czubka nosa ozdobionego wielką brodawką; przez..."
(strona 9) " rano; tak, i ową ostrą szczerbę w nim, niechaj go diabli! — I zakręcił luźnym zębem, jednym z trzech ostatnich, wyrywając go z miejsca, gdzie był osadzony, aby cisnąć go w głąb grobu.. — A czyż nie znajdowałeś się..."
(strona 10) " tracili pragnąc rozwikłać tę zagadkę — doprawdy — cha, cha, cha! I mogę wszystko panu o tym opowiedzieć. Wielce ponura i krwawa to była historia... — Proszę... proszę, wybacz mi, mój panie, lecz, jak sądzę... tak... kondukt..."
(strona 11) " usłyszeć. Tak więc przygnębiony wyglądałem oknem, gdy nagle — kogóż to zobaczyłem idącego z wolna ulicą w kierunku domu „Pod Łososiem"? We własnej osobie starego żołnierza, w łrójgraniastym kapeluszu, z nosem koloru miedzi, w..."
(strona 12) " z krótkim ich streszczeniem wypisanym jej własną, szczupłą, pewną ręką czerwonym atramentem na kopertach zaadresowanych do najrozmaitszych osób — gdyż owa przedsiębiorcza dama robiła kopie wszystkich listów, które pisała —..."
(strona 13) " nieokreślona groźba wisiała nad miasteczkiem, jak gdyby niewidzialna zbrodnia lub niebezpieczeństwo, jakaś tajemnica popełnionej niegodziwości wkradły się w samo jego serce, a potępiające Niebiosa rzucały pełne melancholii..."
(strona 14) " Stara Sally o miłej, łagodnej i poważnej twarzy, z siwymi lokami, stała skromnie z tyłu w sieni, a śliczna Lilias, jego jedyne dziecko, stojąc na ganku posłała mu pożegnalnego całusa i dała ostatnie doniosłe polecenia, dotyczące..."
(strona 15) " Wszyscy wojskowi i cywile skryli się tego wieczoru w swych mieszkaniach, a gospoda prócz Starszych w tylnej izbie nie miała innych gości. Drzwi były zaledwie uchylone, przepuszczając jedynie długie, wąskie pasmo światła świec na..."
(strona 16) " satynowej sukni, z pierścieniami na palcach. Taki był jej kaprys i tak nakazała w testamencie. Mówiono, że była szalona. Rozpoznałby jej twarz, gdyby ją znów ujrzał. Miała długi, zakrzywiony nos i otwarte oczy, choć, jak mu..."
(strona 17) " II BEZIMIENNA TRUMNA Trzy pojazdy z pochodniami, brzękiem uprzęży i parskaniem koni zbliżyły się do kruchty kościoła. Nagle, w kręgu światła świec przy kościelnej bramie, ukazała się — zanim ktokolwiek zdążył się..."
(strona 18) " Tracy zajęli sąsiednie miejsca, a Bob Martin wyszedł pomóc. Następnie dało się słyszeć szuranie nóg, ciężkie oddechy i udzielanie sobie nawzajem energicznym, choć stłumionym szeptem wskazówek ludzi przedsiębiorcy pogrzebowego,..."
(strona 19) " ustawienia trumny; w dobiegającym z dołu nikłym blasku schodzące postacie stały się czarne i ogromne. Wielebny Walsingham zaproponował swemu braciszkowi duchownemu gościnę; ten jednak wolał wrócić do miasta na wieczerzę i nocleg we..."
(strona 20) " kanie klawikordu, a proboszcz uśmiechając się w ciemności wygłosił miły sercu monolog, nie bacząc na starego Johna Tracy, którego zresztą nie było pod ręką: „Ona zawsze słyszy moje kroki, zawsze, miła Lily, choćby nie wiem jak..."
(strona 21) " opowieść i tajemnicę — być może przerażającą. Większość ludzi, gdyby znała jej wszystkie szczegóły, dziwiłaby się wraz z poczciwym proboszczem Walsinghamem, dlaczego spośród wszystkich miejsc na ziemi wybrał Mervyn to małe..."
(strona 22) " zawodowych — lekarz nie zawsze jest panem siebie — a na domiar złego omal nie spotkał mnie przykry wypadek. Coś ciekawego w gazecie, ee? ho! Rozumiem, jeszcze jej pan nie czytał. No i cóż pan powie, dziwna noc, co? mieliśmy pogrzeb w..."
(strona 23) " go raczej wśród świty wicekróla. — Mamy tutaj świetne konie, jeśli chce pan pojechać do Leixlip. (Gdzie — to tak między nami a Czytelnikiem — jego ekscelencja i lady Townshend mieli swą letnią rezydencję i gdzie, jak donoszą..."
(strona 24) " jącym powszechne zgorszenie stanem rzeczy.) Ci żądni krwi łotrzykowie! Wyłapałbym ich co do jednego i spalił żywcem w beczce dziegciu. Na Jowisza! Jest nekrolog starego Joe Nappera z Dirty-Lane. Niewielu po nim płacze. Chwileczkę, jest..."
(strona 25) " IV ZAWODY STRZELECKIE W PALMERSTOWN Przed ogrodzeniem stało z pół tuzina powozów, dwadzieścia zapasowych koni, znaczna ilość obdartusów i ciżba ludzi chętnych do odwiedzenia gospody naprzeciwko. Brama była otwarta, słychać było..."
(strona 26) " ruchu, a trąbki i bębny Irlandzkiej Artylerii Królewskiej napełniały powietrze ożywczą muzyką. Przybyło tu całe sąsiedztwo; był też i wesoły, mały doktor Toole w swej najokazalszej peruce, z laską ze złotą gałką i trzema psami..."
(strona 27) " „ten sprośny, mały śpiewak ballad" lub" „ten cuchnący wódką psiarz, Toole". Jednakże nie było właściwie między nimi żadnych kłótni; przy spotkaniu zachowywali się swobodnie i opowiadali sobie nawzajem nowinki, ich obopólna..."
(strona 28) " przedstawia właśnie lord Castlemallard? — pytanie to było strzałem wymierzonym w biednego O'Flaherty'ego., — Ach! Tak, a więc lord go zna! — rzekł Toole bardzo zaciekawiony. — Ach, lecz to pan Mervyn, który zatrzymał się..."
(strona 29) " chem, nie był w ogóle świadom. Mimo to ciotka Rebeka, która patrzyła wprost na nią z odległości zaledwie dziesięciu kroków, nie raczyła dostrzec tej wielce przejaskrawionej bohaterki; a Magnolia była tak rozwścieczona jej jawną..."
(strona 30) " ką, lecz niesłusznie, bo choć czasem wyskoczyła z paradoksem w swej społecznej działalności, była dobrą, gorliwą parafianką. W istocie była szczodra i dokuczliwa, bezceremonialna i nie znosząca sprzeciwu, nie pozbawiona dobro..."
(strona 31) " uwikłał jej niewinnych (krewnych w tę pogardliwą wrogość, jako że ten rodzaj urazy jak chińska zdrada dotyka nie tylko głównego winowajcę, ale w zależności od stopnia pokrewieństwa i także jego najbliższą rodzinę oraz krewnych...."
(strona 32) " jakaś miłosierna dama wzięła mnie pod swoją opiekę, mogłoby jeszcze coś ze mnie być. Zaduma jego miała odcień powagi, który rozbawił młodą damę, jako że nigdy nie słyszała o nim niczego gorszego — bardzo młode damy rzadko..."
(strona 33) " — Powinno mi pomóc, a jakkolwiek gorzkie i słuszne będzie, jednocześnie sprawi mi radość — odpowiedział ze szczerym i bardzo szczególnym błyskiem w ciemnych dziwnych oczach, a po krótkiej przerwie dodał — powiem pani dlaczego,..."
(strona 34) " — Jego oczy były pełne niemal bolesnego wyrzutu, choć ton głosu był niski i łagodny. — No cóż — powiedział z krótkim, dziwnie zmienionym śmiechem — początkowo jednak weszła pani w swą rolę wypowiadając się przeciwko grze..."
(strona 35) " V JAK IRLANDZKA ARTYLERIA KRÓLEWSKA ZABAWIAŁA NIEKTÓRYCH GOŚCI Z SĄSIEDZTWA PRZY BIESIADNYM STOLE Gdybym tak mało wagi przykładał do kłamstwa, jak to robią niektórzy historycy, mógłbym Wam łatwo powiedzieć, kto wziął nagrody..."
(strona 36) " czerpiąc wielką przyjemność z przebywania w towarzystwie Loftusa. Obaj wiele czasu spędzali nad książkami i na miarę swych zdolności umysłowych byli zapalonymi archeologami. Przedmiotem ich badań stał się zamek w Chapelizod, trudna..."
(strona 37) " główną siedzibą. Nie, nie był pewien, raczej przypuszczał, że nie pochodzi on z rodu Thorleyów, i tak dalej... Mówił jeszcze bardzo długo. Lecz mimo iż zmęczył wszystkich ogromnie, udało mu się wywołać u słuchaczy przed oczyma..."
(strona 38) " kość każdego spokojnego gentlemana, który lubi drzemkę po posiłku — delikatnie zaciągając zasłony jego zmysłów i gasząc słaby promyk świadomości. — W przemówieniu doktora i w jego cytatach tyle było o senności i narkotykach,..."
(strona 39) " — I podobnymi szuchymi, zawodowymi szprawami — ciągnął Puddock, nie zwróciwszy uwagi na Wtrącone słowa, a może nie słysząc ich — jak mógłby żwykły człowiek równać się z geniuszami, bez wątpienia z natury wyższymi..."
(strona 40) " i stwierdził, że ma pół cala wzrostu więcej niż Rocius, uczciwie, miejmy nadzieją. — Lecz jest to budowanie zamków na lodzie; żarty na bok, jednak przyznaję się, z całego serca bym chciał — tak tylko dla fantazji — zagrać dwie..."
(strona 41) " „Kiedy mnie złożą w grobie i całkiem zapomną". Monimia umiera przy 'końcu tej tyrady, czego, być może, czytelnik nie wie; lecz gdy Puddock doszedł do wiersza: „Gdy umrę, jak się to niebawem stanie" — przy czym wszystkie najlepsze..."
(strona 42) " — Słyszałem, że pan Loftus zna bardzo ładną pieśń — powiedział kapitan Cluffe, mrugnąwszy do ojca Roacha. — Tak — zawołał Roach podchwytując żart (bardzo dobry stary dowcip, jeszcze niezupełnie zapomniany) — pan Loftus..."
(strona 43) " waniu sam na sam z pasztetem z zająca. Gdy weszli do pokoju, ojciec Roach zerwał się gwałtownie z miejsca jak za pociśnięciem sprężyny i z nożem i widelcem w ręku, z błyszczącymi policzkami, patrzył na nich z zagniewanym,..."
(strona 44) " nością był tam monolog, którym później często raczył Starszych ze Skinner's Alley i innych biesiadników przy wieczerzy, gestykulując z nożem i widelcem w ręku. Wypowiadał ów monolog z silnym akcentem irlandzkim, wpadając czasem w..."
(strona 45) " teraz sprawy musiały potoczyć się swoim biegiem. Tak więc w dostojnej ciszy Dan Loftus rozpoczął pieśń na wysoką nutę. Głos miał cienki, słaby i drżący z podniecenia. Przechylił się do tyłu w krześle, a w jego zwróconych ku..."
(strona 46) " — To wyborna piosenka — szeptał wielebny Walsingham na ucho lordowi Castlemallard. — Znam dobrze jej strofy, ułożył je dowcipny i (pobożny Howel za panowania króla Jakuba I. — Ha, dziękuję panu, sir — powiedział jego lordowska..."
(strona 47) " nie nachmurzonym czerwonym obliczem, zerkając spode łba na wszystkie strony bystrymi, rozzłoszczonymi, podejrzliwymi oczkami nie wiedząc, jak przyjąć to, co wydawało mu się umyślnie uknutym spiskiem w celu zakpienia sobie z niego ku..."
(strona 48) " vereux figlarnie — lecz istotnie mamy wspaniały przepis zupełnie innego rodzaju na danie postne, rybę — wie pan, Puddock — ten, który podawał pan wczoraj; pan Loftus jednak, jak mniemam, zna jeszcze lepszy. — Doprawdy, sir? —..."
(strona 49) " VII OBRAZUJĄCY, JAK ŁATWO MOŻE DOJŚĆ DO NIEPOROZUMIENIA POMIĘDZY DWOMA GENTLEMENAMI, KTÓRZY NIE DAJĄ ZEBRANYM MOŻNOŚCI ZROZUMIENIA PRZYCZYNY ICH SPORU Nim to nastąpiło, Loftus wszedł do swej nędznej nory na poddaszu, by..."
(strona 50) " herty, „sorr"), czy zwierzę ma na sobie szczecinę, czy nie? — Wszysztko jest ważne w tym szczególnym przepisze — odparł Puddock nieco wyniośle. — Lecz — rzekł Nutter, który nie będąc bynajmniej dobrym mówcą, zrobił jednak..."
(strona 51) " kiegoś żartu — czasem nawet najmniejszego głupstewka — które może rozładować wzrastające napięcie między dwoma nadętymi i groźnie nachmurzonymi przeciwnikami. — Nadała je chrzestna matka, lady Carrick-o-Gunniol, gdy rodzina..."
(strona 52) " kolenia w rodzinnych archiwach — i cała w uśmiechach, wielce z siebie zadowolona, opowiedziała wszystko lordowi Carrick-o-Ginniol tuż pod drzwiami wielkiej sali sądowej gdzie spotkała go podczas tygodniowego posiedzenia sądu..."
(strona 53) " — No i tak. Co by pan powiedział, poruczniku, na „Walijskiego królika" na kolację? Porucznik kiwnął flegmatycznie głową na znak zgody. — A pan, panie Nutter, zjadłby pan „królika"? — wykrzyknął Toole. — Nie —..."
(strona 54) " — Nie jesteśmy przyzwyczajeni, sir, w tych stronach do pańskiego wyobrażenia o uprzejmości rodem z Connaught; spotykamy się tu dla towarzyskiej, ee... towarzyskości, sir, i mówiąc krótko, jeśli nie zmieni pan swego tonu,..."
(strona 55) " wszystkich szczegółów związanych z tym nie zamierzonym zajściem. Z tymi słowy złożył jeszcze jeden ukłon i w wyczekującym milczeniu patrzył na Puddocka, który zaseplenił z godnością: — Sir, misja ta jest z wielu..."
(strona 56) " VIII JAK DOKTOR TOOLE I KAPITAN DEVEREUX WYRUSZYLI, BY SPEŁNIĆ SWĄ MISJĘ W BLASKU KSIĘŻYCA Niemal tuzin gentlemenów wdało się natychmiast w zażartą dyskusję. Nuttera ogarnęła dzika pasja, lecz będąc człowiekiem małomównym,..."
(strona 57) " — Dana Loftusa — powtórzył mały doktor cokolwiek rozdrażniony — zważcie, jest już jedenasta godzina. Z pewnością nie jest on najlepszy, lecz cóż lepszego możemy teraz znaleźć? — Allons donc ! — powiedział z..."
(strona 58) " Nutter, nawiązując do dobrze znanej alternatywy Lorda Protektora. Mały, rumiany doktor Toole w swej wielkiej peruce i „Cygan" Devereux udali się pod dom Loftusa w poszukiwaniu sekundanta dla owego rycerza, który stał we frontowym saloniku..."
(strona 59) " mieszkania tegoż gentlemana, witając naszych wysłanników groźnymi i aż nazbyt energicznymi gestami. Gdy owo gwałtowne okazywanie niezbyt przyjacielskich uczuć zaczęło nieco słabnąć, drzwi frontowe otworzyły się szeroko — i tak..."
(strona 60) " ulicy, gotowego umrzeć ze śmiechu, z niczego, na Jowisza! — zaklął Toole z głęboką odrazą — i... i... och! Niech to diabli! To wszystko jest stekiem bzdur. Sir! Jeśli nie mógł pan utrzymać powagi przez pięć minut, nie powinien..."
(strona 61) " — Na pewno są wśród nich tacy, którzy nie prowadzą sklepów — rzekł Devereux z lekkim zniecierpliwieniem. — Mnóstwo! — zapewnił Larry. — (No to wymień ich nazwiska. — Tylko jeden z nich przyszedł dziś..."
(strona 62) " IX JAK ZNALEZIONO GIERMKA DLA RYCERZA O SMĘTNYM OBLICZU Gdy doktor Toole wyrzekał z powodu doznanego rozczarowania, nie miał pojęcia, jak dalece cała sprawa mogła spalić na panewce na skutek jego rozmowy z Loftusem. Nie miał..."
(strona 63) " tego z wszystkich ludzi na ziemi! Choć często słyszałem, że był świetnym strzelcem i doskonałym szermierzem w młodości, a i myśliwym także — och, do licha. Może pan jeszcze i teraz się o tym (przekonać, myśliwym do szpiku kości..."
(strona 64) " — Dobrze, sir, składam w ręce waszej wielebności całą tę sprawę. Wiem, że mógłbym przez mój brak doświadczenia uczynić coś złego. I tak złożyli sobie nawzajem życzenia dobrej nocy, a Loftus wspiął się po schodach na swoje..."
(strona 65) " sekundanta przy boku, pojmujesz, (który by go powstrzymał i doprowadził, jeśli to możliwe, do przyjacielskiego wzajemnego zrozumienia — cóż, moje drogie dziecko, dojdzie wówczas do takiego stanu rozjątrzenia i gwałtowności, że..."
(strona 66) " wszedł z powrotem w progi swego domu, wzruszając smutno ramionami — jeśli, niestety, Patowi Mahony nie powiedzie się. Pan Pat Mahony zoczył sposobność zagrania roli gentlemana i wypadł w niej, doprawdy, nieprzeciętnie. Zagrał ją w..."
(strona 67) " rzysza, z których nie udało mu się wyłuskać żadnej jasnej myśli, wziął wreszcie sprawę w swe ręce i powiedział: — Od razu pozwolę sobie, sir, uwolnić pana od trudu starań o polubowne załatwienie sprawy. Zostałem grubiańsko..."
(strona 68) " dliwe, rozpróżniaczone, pijane stworzenie; zrobiłeś to umyślnie, ty stara niedołężna hieno; to już trzeci pojedynek, w który wpakowałeś swego pana; lecz jeśli stracę życie, nigdy nie dostaniesz swej zapłaty — nawet złamanego..."
(strona 69) " leję. Przez ten wypadek ominął mnie bal. Och, ho, to szczera prawda! Biedny Hiacynt O'Flaherty! — i mówiąc to zapłakał. — Widzi pan, poruczniku O'Flaherty — zaseplenił Puddock, coraz bardziej się niecierpliwiąc — nie wiemy,..."
(strona 70) " rzuciłbym jego stare gnaty przez okno. Czyż mam zawołać go z powrotem i wymierzyć mu zasłużoną karę, czyż mam to zrobić, Puddock! Och, ho, ho, mój drogi Puddocku, wszystko obraca się przeciw mnie; cóż pocznę, Puddock, pojedynek, i..."
(strona 71) " właśnie do niego, który już przedtem odbył dwa pojedynki, oba z powodu kotów: jeden z jakimś szkockim szlachcicem, któremu zarzucił kłamstwo, gdyż ten twierdził, iż kucharze francuscy potrafią tak przyrządzić duszonego kota, że..."
(strona 72) " i podsunął Puddockowi pod nos świecącą cukierniczkę dnem do góry. — Nie jestem łysy, mówię panu, nie jestem... nie, mój drogi Puddocku, nie jestem — biedny Hiacynt O'Flaherty nie jest łysy — mówił, potrząsając obiema..."
(strona 73) " mamrocząc niesamowite obelgi, rzucając i machając na wszystkie strony głową przy każdej zmianie kierunku spaceru i okazując w ten sposób, jak bardzo był wytrącony z równowagi. — Wejdź, sorr! — zagrzmiał O'Flaherty w odpowiedzi..."
(strona 74) " mowy o innym sposobie załatwienia sprawy niż przez pojedynek, który miał się odbyć, jak uzgodniono, w południe dnia następnego na łące Piętnaście Akrów. XI SŁÓW KILKA O NAWIEDZONYM DOMOSTWIE, BĘDĄCYCH — JAK MNIEMAM..."
(strona 75) " czono ją w dzieciństwie bać się tego domu jako siedziby tajemniczych, upiornych mieszkańców i nieziemskich niebezpieczeństw. — W obecnych czasach istnieją ludzie, Sally, którzy nazywają siebie wolnomyślicielami i w nic nie wierzą,..."
(strona 76) " czące złote renety, które kusząco wyzierały spoza liści w gasnącym blasku zachodu i na których widok ciekła ślinka uczniom z Ballyfermot, bezpieczne pod nieprzeniknioną osłoną nocy uśmiechały się nieśmiało do grabieżczych..."
(strona 77) " tam był. Zrazu wiatr ustawał jak człowiek wstrzymujący oddech, potem następowały te tak dobrze im znane odgłosy; a gdy nie zamierzali otworzyć drzwi, wiatr zaczynał znowu wiać z takim hoo-hoo-oo-o, zawodzeniem, że słychać było jakby..."
(strona 78) " domu, jak gdyby tam było jego miejsce. Dalton nie mógł dostrzec, dokąd się udało, na górę czy na dół; ten dom wszakże nigdy już potem nie był szczęśliwy ani spokojny. I Dalton zatrzasnął drzwi frontowe i drżąc cały powrócił..."
(strona 79) " Bóg nas ma w swej opiece! — jego gardło było przebite na wylot i ziała otwarta rana. Kitty nic więcej nie widziała, tylko osunęła się w głębokim omdleniu na łóżko, a rano zaniesiono ją do matki. Od tamtej pory nic nie wzięła do..."
(strona 2) " muzyczne lubiły biesiadować o uroczystej godzinie piątej, wymieniając między sobą żarty, uczucia, pieśni i mądrość w pogodne letnie wieczory. Niestety! Gospoda ta zniknęła już tak, jak i jej bywalcy — wspomnienie ulotne jak smuga..."
(strona 3) " której koszary mieściły się po przeciwległej stronie ulicy — prezentującej broń w dworskich biało-szkarłatno-błękitnych mundurach, w trój graniastych kapeluszach, perukach z warkoczami i krezach, nim wsiadł do zdobnej herbami..."
(strona 4) " młyńskiej? Sądzę, że zniknął. Z pewnością ta przeklęta budowla nie może być moim czcigodnym starym przyjacielem w przebraniu! Nie mogę jednak spodziewać się, mój Czytelniku — mimo Twej oczywistej uprzejmości i cierpliwości —..."
(strona 5) " co wówczas widział i słyszał znacznie lepiej aniżeli to, co działo się przed tygodniem — zdarzyło się, że spędzał przyjemny tydzień wakacji ze swym dobrotliwym wujem i ojcem chrzestnym, wikarym w Chapelizod. W drugim dniu jego lub..."
(strona 6) " — O, morderstwo! — powiedział jeden. — O, moce piekielne! — krzyknął inny. — O, krwawe wojny! — wykrzyknął trzeci. — Biedak ów nie miał żadnej możliwości przeżycia tego! — rzekł Tim. — To była kula —..."
(strona 7) " na powrót do grobu, a mój wuj odpowiedział na ich powitanie smutnym uśmiechem i pełną ubolewania życzliwością, poza którą nigdy się nie posunął w tym uroczystym miejscu. Miał zwyczaj troszczyć się pieczołowicie o kości wykopane..."
(strona 8) " zakrywającej wygasłą źrenicę wyłaniała się głęboka, przecinająca czoło czerwona blizna. Jego twarz była sinawa, przy czym zabarwienie to nasilało się w kierunku zgrubiałego czubka nosa ozdobionego wielką brodawką; przez..."
(strona 9) " rano; tak, i ową ostrą szczerbę w nim, niechaj go diabli! — I zakręcił luźnym zębem, jednym z trzech ostatnich, wyrywając go z miejsca, gdzie był osadzony, aby cisnąć go w głąb grobu.. — A czyż nie znajdowałeś się..."
(strona 10) " tracili pragnąc rozwikłać tę zagadkę — doprawdy — cha, cha, cha! I mogę wszystko panu o tym opowiedzieć. Wielce ponura i krwawa to była historia... — Proszę... proszę, wybacz mi, mój panie, lecz, jak sądzę... tak... kondukt..."
(strona 11) " usłyszeć. Tak więc przygnębiony wyglądałem oknem, gdy nagle — kogóż to zobaczyłem idącego z wolna ulicą w kierunku domu „Pod Łososiem"? We własnej osobie starego żołnierza, w łrójgraniastym kapeluszu, z nosem koloru miedzi, w..."
(strona 12) " z krótkim ich streszczeniem wypisanym jej własną, szczupłą, pewną ręką czerwonym atramentem na kopertach zaadresowanych do najrozmaitszych osób — gdyż owa przedsiębiorcza dama robiła kopie wszystkich listów, które pisała —..."
(strona 13) " nieokreślona groźba wisiała nad miasteczkiem, jak gdyby niewidzialna zbrodnia lub niebezpieczeństwo, jakaś tajemnica popełnionej niegodziwości wkradły się w samo jego serce, a potępiające Niebiosa rzucały pełne melancholii..."
(strona 14) " Stara Sally o miłej, łagodnej i poważnej twarzy, z siwymi lokami, stała skromnie z tyłu w sieni, a śliczna Lilias, jego jedyne dziecko, stojąc na ganku posłała mu pożegnalnego całusa i dała ostatnie doniosłe polecenia, dotyczące..."
(strona 15) " Wszyscy wojskowi i cywile skryli się tego wieczoru w swych mieszkaniach, a gospoda prócz Starszych w tylnej izbie nie miała innych gości. Drzwi były zaledwie uchylone, przepuszczając jedynie długie, wąskie pasmo światła świec na..."
(strona 16) " satynowej sukni, z pierścieniami na palcach. Taki był jej kaprys i tak nakazała w testamencie. Mówiono, że była szalona. Rozpoznałby jej twarz, gdyby ją znów ujrzał. Miała długi, zakrzywiony nos i otwarte oczy, choć, jak mu..."
(strona 17) " II BEZIMIENNA TRUMNA Trzy pojazdy z pochodniami, brzękiem uprzęży i parskaniem koni zbliżyły się do kruchty kościoła. Nagle, w kręgu światła świec przy kościelnej bramie, ukazała się — zanim ktokolwiek zdążył się..."
(strona 18) " Tracy zajęli sąsiednie miejsca, a Bob Martin wyszedł pomóc. Następnie dało się słyszeć szuranie nóg, ciężkie oddechy i udzielanie sobie nawzajem energicznym, choć stłumionym szeptem wskazówek ludzi przedsiębiorcy pogrzebowego,..."
(strona 19) " ustawienia trumny; w dobiegającym z dołu nikłym blasku schodzące postacie stały się czarne i ogromne. Wielebny Walsingham zaproponował swemu braciszkowi duchownemu gościnę; ten jednak wolał wrócić do miasta na wieczerzę i nocleg we..."
(strona 20) " kanie klawikordu, a proboszcz uśmiechając się w ciemności wygłosił miły sercu monolog, nie bacząc na starego Johna Tracy, którego zresztą nie było pod ręką: „Ona zawsze słyszy moje kroki, zawsze, miła Lily, choćby nie wiem jak..."
(strona 21) " opowieść i tajemnicę — być może przerażającą. Większość ludzi, gdyby znała jej wszystkie szczegóły, dziwiłaby się wraz z poczciwym proboszczem Walsinghamem, dlaczego spośród wszystkich miejsc na ziemi wybrał Mervyn to małe..."
(strona 22) " zawodowych — lekarz nie zawsze jest panem siebie — a na domiar złego omal nie spotkał mnie przykry wypadek. Coś ciekawego w gazecie, ee? ho! Rozumiem, jeszcze jej pan nie czytał. No i cóż pan powie, dziwna noc, co? mieliśmy pogrzeb w..."
(strona 23) " go raczej wśród świty wicekróla. — Mamy tutaj świetne konie, jeśli chce pan pojechać do Leixlip. (Gdzie — to tak między nami a Czytelnikiem — jego ekscelencja i lady Townshend mieli swą letnią rezydencję i gdzie, jak donoszą..."
(strona 24) " jącym powszechne zgorszenie stanem rzeczy.) Ci żądni krwi łotrzykowie! Wyłapałbym ich co do jednego i spalił żywcem w beczce dziegciu. Na Jowisza! Jest nekrolog starego Joe Nappera z Dirty-Lane. Niewielu po nim płacze. Chwileczkę, jest..."
(strona 25) " IV ZAWODY STRZELECKIE W PALMERSTOWN Przed ogrodzeniem stało z pół tuzina powozów, dwadzieścia zapasowych koni, znaczna ilość obdartusów i ciżba ludzi chętnych do odwiedzenia gospody naprzeciwko. Brama była otwarta, słychać było..."
(strona 26) " ruchu, a trąbki i bębny Irlandzkiej Artylerii Królewskiej napełniały powietrze ożywczą muzyką. Przybyło tu całe sąsiedztwo; był też i wesoły, mały doktor Toole w swej najokazalszej peruce, z laską ze złotą gałką i trzema psami..."
(strona 27) " „ten sprośny, mały śpiewak ballad" lub" „ten cuchnący wódką psiarz, Toole". Jednakże nie było właściwie między nimi żadnych kłótni; przy spotkaniu zachowywali się swobodnie i opowiadali sobie nawzajem nowinki, ich obopólna..."
(strona 28) " przedstawia właśnie lord Castlemallard? — pytanie to było strzałem wymierzonym w biednego O'Flaherty'ego., — Ach! Tak, a więc lord go zna! — rzekł Toole bardzo zaciekawiony. — Ach, lecz to pan Mervyn, który zatrzymał się..."
(strona 29) " chem, nie był w ogóle świadom. Mimo to ciotka Rebeka, która patrzyła wprost na nią z odległości zaledwie dziesięciu kroków, nie raczyła dostrzec tej wielce przejaskrawionej bohaterki; a Magnolia była tak rozwścieczona jej jawną..."
(strona 30) " ką, lecz niesłusznie, bo choć czasem wyskoczyła z paradoksem w swej społecznej działalności, była dobrą, gorliwą parafianką. W istocie była szczodra i dokuczliwa, bezceremonialna i nie znosząca sprzeciwu, nie pozbawiona dobro..."
(strona 31) " uwikłał jej niewinnych (krewnych w tę pogardliwą wrogość, jako że ten rodzaj urazy jak chińska zdrada dotyka nie tylko głównego winowajcę, ale w zależności od stopnia pokrewieństwa i także jego najbliższą rodzinę oraz krewnych...."
(strona 32) " jakaś miłosierna dama wzięła mnie pod swoją opiekę, mogłoby jeszcze coś ze mnie być. Zaduma jego miała odcień powagi, który rozbawił młodą damę, jako że nigdy nie słyszała o nim niczego gorszego — bardzo młode damy rzadko..."
(strona 33) " — Powinno mi pomóc, a jakkolwiek gorzkie i słuszne będzie, jednocześnie sprawi mi radość — odpowiedział ze szczerym i bardzo szczególnym błyskiem w ciemnych dziwnych oczach, a po krótkiej przerwie dodał — powiem pani dlaczego,..."
(strona 34) " — Jego oczy były pełne niemal bolesnego wyrzutu, choć ton głosu był niski i łagodny. — No cóż — powiedział z krótkim, dziwnie zmienionym śmiechem — początkowo jednak weszła pani w swą rolę wypowiadając się przeciwko grze..."
(strona 35) " V JAK IRLANDZKA ARTYLERIA KRÓLEWSKA ZABAWIAŁA NIEKTÓRYCH GOŚCI Z SĄSIEDZTWA PRZY BIESIADNYM STOLE Gdybym tak mało wagi przykładał do kłamstwa, jak to robią niektórzy historycy, mógłbym Wam łatwo powiedzieć, kto wziął nagrody..."
(strona 36) " czerpiąc wielką przyjemność z przebywania w towarzystwie Loftusa. Obaj wiele czasu spędzali nad książkami i na miarę swych zdolności umysłowych byli zapalonymi archeologami. Przedmiotem ich badań stał się zamek w Chapelizod, trudna..."
(strona 37) " główną siedzibą. Nie, nie był pewien, raczej przypuszczał, że nie pochodzi on z rodu Thorleyów, i tak dalej... Mówił jeszcze bardzo długo. Lecz mimo iż zmęczył wszystkich ogromnie, udało mu się wywołać u słuchaczy przed oczyma..."
(strona 38) " kość każdego spokojnego gentlemana, który lubi drzemkę po posiłku — delikatnie zaciągając zasłony jego zmysłów i gasząc słaby promyk świadomości. — W przemówieniu doktora i w jego cytatach tyle było o senności i narkotykach,..."
(strona 39) " — I podobnymi szuchymi, zawodowymi szprawami — ciągnął Puddock, nie zwróciwszy uwagi na Wtrącone słowa, a może nie słysząc ich — jak mógłby żwykły człowiek równać się z geniuszami, bez wątpienia z natury wyższymi..."
(strona 40) " i stwierdził, że ma pół cala wzrostu więcej niż Rocius, uczciwie, miejmy nadzieją. — Lecz jest to budowanie zamków na lodzie; żarty na bok, jednak przyznaję się, z całego serca bym chciał — tak tylko dla fantazji — zagrać dwie..."
(strona 41) " „Kiedy mnie złożą w grobie i całkiem zapomną". Monimia umiera przy 'końcu tej tyrady, czego, być może, czytelnik nie wie; lecz gdy Puddock doszedł do wiersza: „Gdy umrę, jak się to niebawem stanie" — przy czym wszystkie najlepsze..."
(strona 42) " — Słyszałem, że pan Loftus zna bardzo ładną pieśń — powiedział kapitan Cluffe, mrugnąwszy do ojca Roacha. — Tak — zawołał Roach podchwytując żart (bardzo dobry stary dowcip, jeszcze niezupełnie zapomniany) — pan Loftus..."
(strona 43) " waniu sam na sam z pasztetem z zająca. Gdy weszli do pokoju, ojciec Roach zerwał się gwałtownie z miejsca jak za pociśnięciem sprężyny i z nożem i widelcem w ręku, z błyszczącymi policzkami, patrzył na nich z zagniewanym,..."
(strona 44) " nością był tam monolog, którym później często raczył Starszych ze Skinner's Alley i innych biesiadników przy wieczerzy, gestykulując z nożem i widelcem w ręku. Wypowiadał ów monolog z silnym akcentem irlandzkim, wpadając czasem w..."
(strona 45) " teraz sprawy musiały potoczyć się swoim biegiem. Tak więc w dostojnej ciszy Dan Loftus rozpoczął pieśń na wysoką nutę. Głos miał cienki, słaby i drżący z podniecenia. Przechylił się do tyłu w krześle, a w jego zwróconych ku..."
(strona 46) " — To wyborna piosenka — szeptał wielebny Walsingham na ucho lordowi Castlemallard. — Znam dobrze jej strofy, ułożył je dowcipny i (pobożny Howel za panowania króla Jakuba I. — Ha, dziękuję panu, sir — powiedział jego lordowska..."
(strona 47) " nie nachmurzonym czerwonym obliczem, zerkając spode łba na wszystkie strony bystrymi, rozzłoszczonymi, podejrzliwymi oczkami nie wiedząc, jak przyjąć to, co wydawało mu się umyślnie uknutym spiskiem w celu zakpienia sobie z niego ku..."
(strona 48) " vereux figlarnie — lecz istotnie mamy wspaniały przepis zupełnie innego rodzaju na danie postne, rybę — wie pan, Puddock — ten, który podawał pan wczoraj; pan Loftus jednak, jak mniemam, zna jeszcze lepszy. — Doprawdy, sir? —..."
(strona 49) " VII OBRAZUJĄCY, JAK ŁATWO MOŻE DOJŚĆ DO NIEPOROZUMIENIA POMIĘDZY DWOMA GENTLEMENAMI, KTÓRZY NIE DAJĄ ZEBRANYM MOŻNOŚCI ZROZUMIENIA PRZYCZYNY ICH SPORU Nim to nastąpiło, Loftus wszedł do swej nędznej nory na poddaszu, by..."
(strona 50) " herty, „sorr"), czy zwierzę ma na sobie szczecinę, czy nie? — Wszysztko jest ważne w tym szczególnym przepisze — odparł Puddock nieco wyniośle. — Lecz — rzekł Nutter, który nie będąc bynajmniej dobrym mówcą, zrobił jednak..."
(strona 51) " kiegoś żartu — czasem nawet najmniejszego głupstewka — które może rozładować wzrastające napięcie między dwoma nadętymi i groźnie nachmurzonymi przeciwnikami. — Nadała je chrzestna matka, lady Carrick-o-Gunniol, gdy rodzina..."
(strona 52) " kolenia w rodzinnych archiwach — i cała w uśmiechach, wielce z siebie zadowolona, opowiedziała wszystko lordowi Carrick-o-Ginniol tuż pod drzwiami wielkiej sali sądowej gdzie spotkała go podczas tygodniowego posiedzenia sądu..."
(strona 53) " — No i tak. Co by pan powiedział, poruczniku, na „Walijskiego królika" na kolację? Porucznik kiwnął flegmatycznie głową na znak zgody. — A pan, panie Nutter, zjadłby pan „królika"? — wykrzyknął Toole. — Nie —..."
(strona 54) " — Nie jesteśmy przyzwyczajeni, sir, w tych stronach do pańskiego wyobrażenia o uprzejmości rodem z Connaught; spotykamy się tu dla towarzyskiej, ee... towarzyskości, sir, i mówiąc krótko, jeśli nie zmieni pan swego tonu,..."
(strona 55) " wszystkich szczegółów związanych z tym nie zamierzonym zajściem. Z tymi słowy złożył jeszcze jeden ukłon i w wyczekującym milczeniu patrzył na Puddocka, który zaseplenił z godnością: — Sir, misja ta jest z wielu..."
(strona 56) " VIII JAK DOKTOR TOOLE I KAPITAN DEVEREUX WYRUSZYLI, BY SPEŁNIĆ SWĄ MISJĘ W BLASKU KSIĘŻYCA Niemal tuzin gentlemenów wdało się natychmiast w zażartą dyskusję. Nuttera ogarnęła dzika pasja, lecz będąc człowiekiem małomównym,..."
(strona 57) " — Dana Loftusa — powtórzył mały doktor cokolwiek rozdrażniony — zważcie, jest już jedenasta godzina. Z pewnością nie jest on najlepszy, lecz cóż lepszego możemy teraz znaleźć? — Allons donc ! — powiedział z..."
(strona 58) " Nutter, nawiązując do dobrze znanej alternatywy Lorda Protektora. Mały, rumiany doktor Toole w swej wielkiej peruce i „Cygan" Devereux udali się pod dom Loftusa w poszukiwaniu sekundanta dla owego rycerza, który stał we frontowym saloniku..."
(strona 59) " mieszkania tegoż gentlemana, witając naszych wysłanników groźnymi i aż nazbyt energicznymi gestami. Gdy owo gwałtowne okazywanie niezbyt przyjacielskich uczuć zaczęło nieco słabnąć, drzwi frontowe otworzyły się szeroko — i tak..."
(strona 60) " ulicy, gotowego umrzeć ze śmiechu, z niczego, na Jowisza! — zaklął Toole z głęboką odrazą — i... i... och! Niech to diabli! To wszystko jest stekiem bzdur. Sir! Jeśli nie mógł pan utrzymać powagi przez pięć minut, nie powinien..."
(strona 61) " — Na pewno są wśród nich tacy, którzy nie prowadzą sklepów — rzekł Devereux z lekkim zniecierpliwieniem. — Mnóstwo! — zapewnił Larry. — (No to wymień ich nazwiska. — Tylko jeden z nich przyszedł dziś..."
(strona 62) " IX JAK ZNALEZIONO GIERMKA DLA RYCERZA O SMĘTNYM OBLICZU Gdy doktor Toole wyrzekał z powodu doznanego rozczarowania, nie miał pojęcia, jak dalece cała sprawa mogła spalić na panewce na skutek jego rozmowy z Loftusem. Nie miał..."
(strona 63) " tego z wszystkich ludzi na ziemi! Choć często słyszałem, że był świetnym strzelcem i doskonałym szermierzem w młodości, a i myśliwym także — och, do licha. Może pan jeszcze i teraz się o tym (przekonać, myśliwym do szpiku kości..."
(strona 64) " — Dobrze, sir, składam w ręce waszej wielebności całą tę sprawę. Wiem, że mógłbym przez mój brak doświadczenia uczynić coś złego. I tak złożyli sobie nawzajem życzenia dobrej nocy, a Loftus wspiął się po schodach na swoje..."
(strona 65) " sekundanta przy boku, pojmujesz, (który by go powstrzymał i doprowadził, jeśli to możliwe, do przyjacielskiego wzajemnego zrozumienia — cóż, moje drogie dziecko, dojdzie wówczas do takiego stanu rozjątrzenia i gwałtowności, że..."
(strona 66) " wszedł z powrotem w progi swego domu, wzruszając smutno ramionami — jeśli, niestety, Patowi Mahony nie powiedzie się. Pan Pat Mahony zoczył sposobność zagrania roli gentlemana i wypadł w niej, doprawdy, nieprzeciętnie. Zagrał ją w..."
(strona 67) " rzysza, z których nie udało mu się wyłuskać żadnej jasnej myśli, wziął wreszcie sprawę w swe ręce i powiedział: — Od razu pozwolę sobie, sir, uwolnić pana od trudu starań o polubowne załatwienie sprawy. Zostałem grubiańsko..."
(strona 68) " dliwe, rozpróżniaczone, pijane stworzenie; zrobiłeś to umyślnie, ty stara niedołężna hieno; to już trzeci pojedynek, w który wpakowałeś swego pana; lecz jeśli stracę życie, nigdy nie dostaniesz swej zapłaty — nawet złamanego..."
(strona 69) " leję. Przez ten wypadek ominął mnie bal. Och, ho, to szczera prawda! Biedny Hiacynt O'Flaherty! — i mówiąc to zapłakał. — Widzi pan, poruczniku O'Flaherty — zaseplenił Puddock, coraz bardziej się niecierpliwiąc — nie wiemy,..."
(strona 70) " rzuciłbym jego stare gnaty przez okno. Czyż mam zawołać go z powrotem i wymierzyć mu zasłużoną karę, czyż mam to zrobić, Puddock! Och, ho, ho, mój drogi Puddocku, wszystko obraca się przeciw mnie; cóż pocznę, Puddock, pojedynek, i..."
(strona 71) " właśnie do niego, który już przedtem odbył dwa pojedynki, oba z powodu kotów: jeden z jakimś szkockim szlachcicem, któremu zarzucił kłamstwo, gdyż ten twierdził, iż kucharze francuscy potrafią tak przyrządzić duszonego kota, że..."
(strona 72) " i podsunął Puddockowi pod nos świecącą cukierniczkę dnem do góry. — Nie jestem łysy, mówię panu, nie jestem... nie, mój drogi Puddocku, nie jestem — biedny Hiacynt O'Flaherty nie jest łysy — mówił, potrząsając obiema..."
(strona 73) " mamrocząc niesamowite obelgi, rzucając i machając na wszystkie strony głową przy każdej zmianie kierunku spaceru i okazując w ten sposób, jak bardzo był wytrącony z równowagi. — Wejdź, sorr! — zagrzmiał O'Flaherty w odpowiedzi..."
(strona 74) " mowy o innym sposobie załatwienia sprawy niż przez pojedynek, który miał się odbyć, jak uzgodniono, w południe dnia następnego na łące Piętnaście Akrów. XI SŁÓW KILKA O NAWIEDZONYM DOMOSTWIE, BĘDĄCYCH — JAK MNIEMAM..."
(strona 75) " czono ją w dzieciństwie bać się tego domu jako siedziby tajemniczych, upiornych mieszkańców i nieziemskich niebezpieczeństw. — W obecnych czasach istnieją ludzie, Sally, którzy nazywają siebie wolnomyślicielami i w nic nie wierzą,..."
(strona 76) " czące złote renety, które kusząco wyzierały spoza liści w gasnącym blasku zachodu i na których widok ciekła ślinka uczniom z Ballyfermot, bezpieczne pod nieprzeniknioną osłoną nocy uśmiechały się nieśmiało do grabieżczych..."
(strona 77) " tam był. Zrazu wiatr ustawał jak człowiek wstrzymujący oddech, potem następowały te tak dobrze im znane odgłosy; a gdy nie zamierzali otworzyć drzwi, wiatr zaczynał znowu wiać z takim hoo-hoo-oo-o, zawodzeniem, że słychać było jakby..."
(strona 78) " domu, jak gdyby tam było jego miejsce. Dalton nie mógł dostrzec, dokąd się udało, na górę czy na dół; ten dom wszakże nigdy już potem nie był szczęśliwy ani spokojny. I Dalton zatrzasnął drzwi frontowe i drżąc cały powrócił..."
(strona 79) " Bóg nas ma w swej opiece! — jego gardło było przebite na wylot i ziała otwarta rana. Kitty nic więcej nie widziała, tylko osunęła się w głębokim omdleniu na łóżko, a rano zaniesiono ją do matki. Od tamtej pory nic nie wzięła do..."
www.przeprosprezydenta.pl
