Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 10
tracili pragnąc rozwikłać tę zagadkę — doprawdy — cha, cha, cha! I mogę wszystko panu o tym opowiedzieć. Wielce ponura i krwawa to była historia...
— Proszę... proszę, wybacz mi, mój panie, lecz, jak sądzę... tak... kondukt pogrzebowy już przybył, więc na razie muszę pana pożegnać.
I mój wuj oddalił się śpiesznie w kierunku kościoła, gdzie przywidział sutannę, i uroczysty obrządek się rozpoczął.
Gdy wszystko się już skończyło, wuj mój, jak miał w zwyczaju, zaczekał, póki szczątki, którym zakłócono pokój wieczny, nie zostały ponownie złożone z czcią we właściwym miejscu; wówczas, gdy zdjął już sutannę, ujrzałem, że rozgląda się z pewnym zaciekawieniem po cmentarzu, i 'domyśliłem się, że wypatruje starego żołnierza.
— Widziałem go, jak oddalał się w czasie pogrzebu — powiedziałem.
— Tak, to ów stary weteran — rzekł mój wuj rozglądając się za nim wokół.
Ruszyliśmy przez miasto i minęliśmy most, lecz nigdzie nie dostrzegliśmy jego trójgraniastego kapelusza i czerwonej kurtki o jednym rzędzie guzików. Nieco rozczarowani powróciliśmy na podwieczorek.
Pobiegłem do tylnego pokoju wychodzącego na cmentarz przykościelny w nadziei, że ponownie zobaczę tego starego człowieka z laską przewieszoną przez ramię, uśmiechającego się wśród nagrobków w wieczornym słońcu. Nigdzie jednak nie było po nim śladu, nie dostrzegłem też nikogo innego. Wróciłem więc właśnie w chwili, gdy wuj mój, który już zaczął zaparzać herbatę, zamykał z lekkim stukiem pokrywkę srebrnego czajniczka i przesławszy mi miły, choć nieco roztargniony uśmiech, wziął do ręki książkę, usiadł i skrzyżowawszy cienkie nogi, oczekując w przyjemnym nastroju chwili, kiedy wspaniały napar będzie gotów do wypicia, pogrążył się w czytaniu starego woluminu, wolną zaś ręką głaskał się lekko po udzie.
Co do mnie, łaknąłem bardziej niż on owej przerażającej opowieści, zaledwie rozpoczętej przez starego żołnierza, której memento w postaci tak przedziwnie sponiewieranej czaszki ujrzałem oko w oko zaledwie przed godziną, aby wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nigdy więcej o niej nie