Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 12
z krótkim ich streszczeniem wypisanym jej własną, szczupłą, pewną ręką czerwonym atramentem na kopertach zaadresowanych do najrozmaitszych osób — gdyż owa przedsiębiorcza dama robiła kopie wszystkich listów, które pisała — stanowiły przez wiele lat moją dorywczą i zawsze przyjemną lekturę w czasie zimowych wieczorów.
Chciałbym bardzo móc przelać ducha tych listów w to, co pragnę teraz opowiedzieć, a przede wszystkim pragnąłbym choć trochę dać odczuć moim czytelnikom ów szczególny smutny urok, jakim zawsze tchnęło w moich oczach to stare miasteczko.
Być może moją chłopięcą wyobraźnię rozpalało owo opowiadanie tym bardziej jeszcze, że w wielkim stopniu było związane z tym samym starym domem, w którym my trzej — mój kochany wuj, ja sam i ów dziwny stary żołnierz — wówczas siedzieliśmy. Lecz pragnienia bywają tak samo daremne jak żale; uczynię więc po prostu wszystko, co w mojej mocy, prosząc Was przy tym o uwagę i pokornie oczekując Waszego sądu.
I
NOCNA PRZECHADZKA PROBOSZCZA DO KOŚCIOŁA
Anno Domini 1767, na początku miesiąca maja — przytaczam tę datę, gdyż, jak wspomniałem, odtwarzam tę historię z zapisków — straszliwie ciemna noc spowiła Chapelizod i całą okolicę.
Nie było chyba księżyca, a gwiazdy skryły się pod wilgotną „oponą nocy", której nieprzenikniony szal zasnuwał niebo żałobną ciemnością.
Wcześniej wieczorem pojawiło się parę rozwidlonych błyskawic, które zapowiadały parną pogodę. Chmury, kolumna za kolumną, sunęły posępnie ponad dublińskimi wzgórzami, spiętrzone od jednego krańca widnokręgu po drugi w wielką czarną masę oparu; ich ruch powolny, lecz stały, kontrastował ze złowrogim bezruchem powietrza. Było coś przytłaczającego w atmosferze i jakaś
Chciałbym bardzo móc przelać ducha tych listów w to, co pragnę teraz opowiedzieć, a przede wszystkim pragnąłbym choć trochę dać odczuć moim czytelnikom ów szczególny smutny urok, jakim zawsze tchnęło w moich oczach to stare miasteczko.
Być może moją chłopięcą wyobraźnię rozpalało owo opowiadanie tym bardziej jeszcze, że w wielkim stopniu było związane z tym samym starym domem, w którym my trzej — mój kochany wuj, ja sam i ów dziwny stary żołnierz — wówczas siedzieliśmy. Lecz pragnienia bywają tak samo daremne jak żale; uczynię więc po prostu wszystko, co w mojej mocy, prosząc Was przy tym o uwagę i pokornie oczekując Waszego sądu.
I
NOCNA PRZECHADZKA PROBOSZCZA DO KOŚCIOŁA
Anno Domini 1767, na początku miesiąca maja — przytaczam tę datę, gdyż, jak wspomniałem, odtwarzam tę historię z zapisków — straszliwie ciemna noc spowiła Chapelizod i całą okolicę.
Nie było chyba księżyca, a gwiazdy skryły się pod wilgotną „oponą nocy", której nieprzenikniony szal zasnuwał niebo żałobną ciemnością.
Wcześniej wieczorem pojawiło się parę rozwidlonych błyskawic, które zapowiadały parną pogodę. Chmury, kolumna za kolumną, sunęły posępnie ponad dublińskimi wzgórzami, spiętrzone od jednego krańca widnokręgu po drugi w wielką czarną masę oparu; ich ruch powolny, lecz stały, kontrastował ze złowrogim bezruchem powietrza. Było coś przytłaczającego w atmosferze i jakaś
www.przeprosprezydenta.pl



