Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 15
Wszyscy wojskowi i cywile skryli się tego wieczoru w swych mieszkaniach, a gospoda prócz Starszych w tylnej izbie nie miała innych gości. Drzwi były zaledwie uchylone, przepuszczając jedynie długie, wąskie pasmo światła świec na jezioro błota, po którego całej powierzchni bębnił deszcz.
Latarnia doktora przesunęła się mimo na drugą stronę ulicy, a później powoli wzdłuż chodnika, przed ciemnymi drzwiami domostw w kierunku domu „Pod Łososiem", również pogrążonego w ciemności; następnie skręciła ostro ku nie domkniętej furcie cmentarnej i drzwiom kościoła lekko uchylonym, jak. na to wskazywał dobywający się z wnętrza słaby blask latarni.
Przypuszczam, że stary kościelny Bob Martin i poważny zakrystian pan Irons poczuli się raźniej, gdy usłyszeli pogodny głos proboszcza, nawołujący ich po imieniu. W kościele paliły się teraz trzy świece, lecz mimo to przybytek ów był nieprzyjemnie mroczny, a odległy jego kraniec tonął w całkowitej ciemności. Zekiel Irons był chudym, zamkniętym w sobie człowiekiem, w czarnej peruce i z sinym podbródkiem, a w obliczu miał coś nieśmiałego i groźnego. Nie sądzę, by zabawiał poczciwego Boba zbyt ożywioną pogawędką, która by płynęła z jego cienkich warg w czasie ponurego tête-à-tête w otoczeniu czarnych okien i nagrobnych płyt na ścianach nawy.
Lecz proboszcz miał mnóstwo do powiedzenia; choć mówił z namysłem i powagą, jednak głosem poważnym i podnoszącym na duchu i rozpędził cienie, które poczęły się ukradkiem gromadzić wokół niższych funkcjonariuszy kościelnych. Pani Irons nadal cierpiała na ból zęba, jak się dowiedział, „lecz przestał już jej dokuczać ów cierpki humor w żołądku". Inne cierpkie humory pozostały niestety! Było ich dostatecznie wiele, czego zakrystian doświadczał na własnej skórze. Bob Martin podziękował jego wielebności; ból reumatyczny w biodrze zmalał. Zakrystian Irons oznajmił, że „przyniósł dwie książki do nabożeństwa". Bob oświadczył, że „nie może się mylić; stara dama pochowana była w tutejszej krypcie; a choć działo się to przed czterdziestu laty, pamięta, jak gdyby to było zeszłej nocy. Przełożyli ją do ołowianej trumny w krypcie, on wraz z właścicielem zakładu pogrzebowego. Własna służba nie chciała jej dotknąć. Została pochowana w białej
Latarnia doktora przesunęła się mimo na drugą stronę ulicy, a później powoli wzdłuż chodnika, przed ciemnymi drzwiami domostw w kierunku domu „Pod Łososiem", również pogrążonego w ciemności; następnie skręciła ostro ku nie domkniętej furcie cmentarnej i drzwiom kościoła lekko uchylonym, jak. na to wskazywał dobywający się z wnętrza słaby blask latarni.
Przypuszczam, że stary kościelny Bob Martin i poważny zakrystian pan Irons poczuli się raźniej, gdy usłyszeli pogodny głos proboszcza, nawołujący ich po imieniu. W kościele paliły się teraz trzy świece, lecz mimo to przybytek ów był nieprzyjemnie mroczny, a odległy jego kraniec tonął w całkowitej ciemności. Zekiel Irons był chudym, zamkniętym w sobie człowiekiem, w czarnej peruce i z sinym podbródkiem, a w obliczu miał coś nieśmiałego i groźnego. Nie sądzę, by zabawiał poczciwego Boba zbyt ożywioną pogawędką, która by płynęła z jego cienkich warg w czasie ponurego tête-à-tête w otoczeniu czarnych okien i nagrobnych płyt na ścianach nawy.
Lecz proboszcz miał mnóstwo do powiedzenia; choć mówił z namysłem i powagą, jednak głosem poważnym i podnoszącym na duchu i rozpędził cienie, które poczęły się ukradkiem gromadzić wokół niższych funkcjonariuszy kościelnych. Pani Irons nadal cierpiała na ból zęba, jak się dowiedział, „lecz przestał już jej dokuczać ów cierpki humor w żołądku". Inne cierpkie humory pozostały niestety! Było ich dostatecznie wiele, czego zakrystian doświadczał na własnej skórze. Bob Martin podziękował jego wielebności; ból reumatyczny w biodrze zmalał. Zakrystian Irons oznajmił, że „przyniósł dwie książki do nabożeństwa". Bob oświadczył, że „nie może się mylić; stara dama pochowana była w tutejszej krypcie; a choć działo się to przed czterdziestu laty, pamięta, jak gdyby to było zeszłej nocy. Przełożyli ją do ołowianej trumny w krypcie, on wraz z właścicielem zakładu pogrzebowego. Własna służba nie chciała jej dotknąć. Została pochowana w białej
www.przeprosprezydenta.pl



