Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 17
II
BEZIMIENNA TRUMNA

Trzy pojazdy z pochodniami, brzękiem uprzęży i parskaniem koni zbliżyły się do kruchty kościoła. Nagle, w kręgu światła świec przy kościelnej bramie, ukazała się — zanim ktokolwiek zdążył się spostrzec — postać wysokiego, bardzo bladego i osobliwie wyglądającego młodego człowieka o wielkich, smutnych oczach i z wyrazem złowieszczej dumy malującej się na urodziwym obliczu.
John Tracy zapalił woskowe świece, które przyniósł z sobą, a Bob Martin osadził je w świecznikach po obu stronach wyścielanego stopnia ławki znajdującej się przy bocznej nawie; na ławce leżał modlitewnik otwarty na stronie „grzebanie zmarłych"; reszta zebranych zgromadziła się przy drzwiach, podczas gdy doktor wymienił ceremonialny uścisk dłoni z owym wysokim młodzieńcem, który stanął teraz w kręgu światła; młody człowiek miał na sobie krótki czarny płaszcz, głowa w czarnych lokach była odkryta, a ruchy zdradzały wysokie urodzenie. „Wygląd jego nasunął mi bolesne wspomnienie o kimś, kogo już nie ma, którego imienia nie wspominamy nawet", powiedział doktor do ślicznej Lilias po powrocie do domu. „Ma on jej bladą twarz i delikatne rysy, w których również czają się zgubne namiętności, ma także duże, smutne oczy swej matki."
Sędziwy duchowny o pomarszczonej, żółtawej i surowej twarzy, w białej peruce, ubrany w komżę i stułę, wyłonił się z ciemności jak biały ptak nocy; został przedstawiony proboszczowi Walsinghamowi, poszeptał chwilę z panem Ironsem, później z Bobem Martinem, który ustawił poprzecznie w nawie bocznej dwie krótkie ławki na przyjęcie tego, co miało nadejść, i położył łopatkę pełną ziemi: wszystko było gotowe. Tak więc, gdy ów, czyniący wielkie zamieszanie kościsty duchowny, pojawił się przed ławką, a u jego boku Irons stojący nieco z tyłu, otwarto oba modlitewniki. Pulchny, mały przedsiębiorca pogrzebowy, którego mokre ubranie parowało, tworząc jak gdyby świetlany krąg wokół świec i latarń, w miarę gdy je mijał, wyszeptał kilka słów do młodego gentlemana (pana Mervyna — jak nazywał go proboszcz) i pan Mervyn znikł. Wielebny Walsingham i John