Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 18
Tracy zajęli sąsiednie miejsca, a Bob Martin wyszedł pomóc. Następnie dało się słyszeć szuranie nóg, ciężkie oddechy i udzielanie sobie nawzajem energicznym, choć stłumionym szeptem wskazówek ludzi przedsiębiorcy pogrzebowego, którzy podtrzymywali ciężką trumnę. O ileż większy wydaje mi się zawsze ten rodzaj ciężaru niż jakikolwiek inny tych samych rozmiarów!
Wielka dębowa muszla; wieko pozostało na zewnątrz, w kruchcie. Pan Tressels nie chciał jej zaśrubować, gdyż powiedziano mu, że wejście do krypty było bardzo wąskie i obawiał się, że trzeba będzie wyjąć trumnę. Tak więc opadło na dwie ławki na całej długości, z głuchym odgłosem. Ołowiana wewnętrzna trumna, pokryta zakurzonym czarnym aksamitem, była najwyraźniej o wiele starsza. Widniała na niej tabliczka z dwoma grubymi, wielkimi literami i kropką po każdej z nich, wypisana w taki oto sposób:
 
R. D.
obiit Mai 11,
A. D. 1746
aetat 38.
 
A ponad tą gładką owalną tablicą znajdował się niewielki fragment ornamentu, tnie większy niż sześciopensówka. John Tracy wziął go za gwiazdkę, Bob Martin twierdził, że wie, iż jest to znak masoński, a pan Tressels, który niemal go przeoczył, pomyślał, że jest to coś równie mało ważnego, jak cherubin na czteropensówce. Lecz zakrystian, pan Irons, wiedział, że była to mitra książęca; a będąc człowiekiem małomównym w milczeniu przysłuchiwał się najrozmaitszym przypuszczeniom, pozwalając innym snuć je do woli. Zacisnąwszy wąskie wargi, na których błąkał się nieprzyjemny, charakterystyczny dla niego półuśmieszek, ze spokojem zachował dla siebie tę szczyptę wiedzy.
Ziemia ziemi (zadudniło), proch prochom (posypało się), popiół popiołom (stuknęło).
A teraz trumna musi pojawić się raz jeszcze i opaść w dół na miejsce swego ostatecznego spoczynku.
Płyta osłaniająca wejście do krypty została usunięta, lecz averneńskie zejście do piekieł nie było łatwe, zważywszy strome, połamane schody i niski strop. Młody Mervyn zszedł po stopniach, aby dopilnować właściwego