Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 19
ustawienia trumny; w dobiegającym z dołu nikłym blasku schodzące postacie stały się czarne i ogromne.
Wielebny Walsingham zaproponował swemu braciszkowi duchownemu gościnę; ten jednak wolał wrócić do miasta na wieczerzę i nocleg we własnym domu. Mervyn wymówił się również. Było późno, poza tym pragnął spędzić ten wieczór „Pod Feniksem", a następnego dnia złożyć osobiście wyrazy uszanowania proboszczowi Walsinghamowi. Tak więc stetryczały duchowny z miasta wdrapał się do powozu, którym przyjechał, a przedsiębiorca pogrzebowy i jego pomocnicy wsiedli do karawanu i żałobnej karety, aby przejechać dostojnie przez miasteczko; lecz gdy byli już około stu jardów za rogatką, nabrali takiej szybkości, że wyprzedzili na dublińskim trakcie huczny, rozbawiony cortège jednego ze Starszych ze Skinner's Alley; wszyscy śpiewali i pokrzykiwali, piszcząc z radości i przekomarzając się głośno, a zawodowi żałobnicy przyłączyli się bezzwłocznie do owej uciesznej zabawy i żartowali wrzaskliwie, urządziwszy dzikie wyścigi powozów na całej drodze do miasta ku zgrozie duchownego, o którego obecności zupełnie zapomniano i mimo iż wołał przez okno, nie słyszano go aż do chwili, gdy powóz zatrzymał się; duchowny wysiadł i robił panu Tresselsowi wymówki w sposób tak gwałtowny, że wesoły przedsiębiorca pogrzebowy, wyraziwszy ubolewanie z powodu owego zdarzenia, zmuszony był wyjaśnić, że całego tego hałasu narobiło skandaliczne towarzystwo, które oni w tak niefortunny sposób wyprzedzili, gdy „ci pijani łajdacy smagali biczem i straszyli jego konie, tak iż poczęły pędzić spłoszone; śpiewali przy tym i wykrzykiwali w plugawy sposób, jak to sam słyszał; zwykły to bowiem żart takich awanturników i najlepsza ich zabawa, gdy stawiają spokojnych przedsiębiorców z jego smutnej branży w fałszywej i śmiesznej sytuacji". Nie przekonał jednak, a jedynie wprawił w pewne zakłopotanie duchownego, który mrucząc „credat Judaeus" machnął ze złością ręką i bez pożegnania odwrócił się plecami do pana Tresselsa.
W tym czasie wielebny Walsingham z pomocą przewodnika dotarł do ogródka przed swym starym domem; wówczas ucichły nagle tony słodkiego kontraltu i wesołe brzą-
Wielebny Walsingham zaproponował swemu braciszkowi duchownemu gościnę; ten jednak wolał wrócić do miasta na wieczerzę i nocleg we własnym domu. Mervyn wymówił się również. Było późno, poza tym pragnął spędzić ten wieczór „Pod Feniksem", a następnego dnia złożyć osobiście wyrazy uszanowania proboszczowi Walsinghamowi. Tak więc stetryczały duchowny z miasta wdrapał się do powozu, którym przyjechał, a przedsiębiorca pogrzebowy i jego pomocnicy wsiedli do karawanu i żałobnej karety, aby przejechać dostojnie przez miasteczko; lecz gdy byli już około stu jardów za rogatką, nabrali takiej szybkości, że wyprzedzili na dublińskim trakcie huczny, rozbawiony cortège jednego ze Starszych ze Skinner's Alley; wszyscy śpiewali i pokrzykiwali, piszcząc z radości i przekomarzając się głośno, a zawodowi żałobnicy przyłączyli się bezzwłocznie do owej uciesznej zabawy i żartowali wrzaskliwie, urządziwszy dzikie wyścigi powozów na całej drodze do miasta ku zgrozie duchownego, o którego obecności zupełnie zapomniano i mimo iż wołał przez okno, nie słyszano go aż do chwili, gdy powóz zatrzymał się; duchowny wysiadł i robił panu Tresselsowi wymówki w sposób tak gwałtowny, że wesoły przedsiębiorca pogrzebowy, wyraziwszy ubolewanie z powodu owego zdarzenia, zmuszony był wyjaśnić, że całego tego hałasu narobiło skandaliczne towarzystwo, które oni w tak niefortunny sposób wyprzedzili, gdy „ci pijani łajdacy smagali biczem i straszyli jego konie, tak iż poczęły pędzić spłoszone; śpiewali przy tym i wykrzykiwali w plugawy sposób, jak to sam słyszał; zwykły to bowiem żart takich awanturników i najlepsza ich zabawa, gdy stawiają spokojnych przedsiębiorców z jego smutnej branży w fałszywej i śmiesznej sytuacji". Nie przekonał jednak, a jedynie wprawił w pewne zakłopotanie duchownego, który mrucząc „credat Judaeus" machnął ze złością ręką i bez pożegnania odwrócił się plecami do pana Tresselsa.
W tym czasie wielebny Walsingham z pomocą przewodnika dotarł do ogródka przed swym starym domem; wówczas ucichły nagle tony słodkiego kontraltu i wesołe brzą-
www.przeprosprezydenta.pl



