Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 21
opowieść i tajemnicę — być może przerażającą. Większość ludzi, gdyby znała jej wszystkie szczegóły, dziwiłaby się wraz z poczciwym proboszczem Walsinghamem, dlaczego spośród wszystkich miejsc na ziemi wybrał Mervyn to małe miasteczko na miejsce swego choćby nawet tymczasowego pobytu. Nie była to przekora z jego strony, lecz raczej urzeczenie. Całe jego życie było ucieczką i gonitwą, daremną próbą ucieczki przed złym duchem, który go prześladował, i pogonią za chimerą.
Stał przy oknie nie rozkoszując się bynajmniej, jak czyniłby to kto inny na jego miejscu, spokojną zielenią scenerii ani wonnym powietrzem i stłumionymi odgłosami życia miasteczka, lecz pogrążony był w smutnej i przykrej zadumie; nagle do saloniku wpadł mały, czerwonolicy, żwawy doktor Toole — żart i chichot, jakim odwzajemnił się tłustej starej oberżystce, dźwięczał jeszcze w powietrzu. „Zostań tam, kochanie" — te słowa skierowane były do psa, który usiłował przecisnąć się do niego i zaskowyczał, gdy doktor Toole kopnął go wyrzucając za próg.
— Hej, pana uniżony sługa, sir! — zawołał doktor wykonując przy tych słowach krótki, lecz wytworny ukłon i udając zdziwienie, choć głównym celem jego wizyty o tej porze w tylnej izbie było zobaczenie obcego przybysza na własne oczy.
— Proszę się mną nie krępować, sir... pańskie... ho! śniadanie skończone, ee? Kawa nie taka zła, sir, dość dobrą kawę, jak sądzę, dają w „Feniksie". Śmietanka wyborna, sir! Nie mówię im jednak tego (mrugnięcie), mogłoby jej to zaszkodzić, pojmuje pan. Mam nadzieję, że dali panu ...ee? ...ee? (zajrzał do dzbanuszka ze śmietanką i odwrócił go w kierunku światła lekko nim potrząsając). I nie ma kłopotu z jajami — czterdzieści osiem kur w kurniku
i dziewięćdziesiąt kaczek w małym ogródku Treshama, sąsiednie drzwi za Sturkiem. Robią niezwyczajny hałas, zapewniam pana, gdy pada deszcz. Sturk grozi, że je powystrzela. Jest on lekarzem tutejszego pułku artylerii. Tom Larkin powiedział wczoraj wieczorem, że to dlatego, iż one jedynie pluskają się, taplają i kwaczą — a dwaj lekarze — wie pan, cha! cha! cha! Ależ noc mieliśmy wczoraj — czarną jak otchłań grobu, lało jak z cebra, na Jowisza! Będę tę noc pamiętał, ręczę panu. Musiałem wyjść w sprawach