Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 22
zawodowych — lekarz nie zawsze jest panem siebie — a na domiar złego omal nie spotkał mnie przykry wypadek. Coś ciekawego w gazecie, ee? ho! Rozumiem, jeszcze jej pan nie czytał. No i cóż pan powie, dziwna noc, co? mieliśmy pogrzeb w mieście wczorajszego wieczora, sir, ktoś z Dublina. Przybyli ludzie Tressela, hultaja zza rogatki — zaraz za rogiem — jednego z najbardziej gadatliwych plotkarzy w mieście — diabelnie wścibska, plotkarska miejscowość, zapewniam pana, zna woźnicę, a Bob Martin, kościelny, wie pan, mówił mi, że było dwóch proboszczów, nie mniej... he! zatrzęsienie, na Jowisza. Stary doktor Walsingham, nasz proboszcz, pobożny człowiek, sir, i czyniący wiele dobrego — można powiedzieć, że udziela pomocy połowie szubrawców w parafii, cha! cha! cha! Gdy już, już mamy się ich pozbyć — lecz ma dobre intencje — jest tylko troszeczkę opieszały i dziwak, pan rozumie; a ten podstarzały kościsty proboszcz Gillespie — skąd u licha oni go wzięli? — jeden z karawaniarzy powiedział Bobowi, że to był on. On jest z Donegal, wiem o nim wszystko, najbardziej zgorzkniały jegomość, z jakim miałem kiedykolwiek do czynienia — i mason, za pozwoleniem, na Jowisza — ksiądz pelikan! Pewnego wieczoru po pracy jadł kolację w Wielkiej Loży — pan nie jest masonem, jak widzę — dał mi znak, a twarz miał tak skwaszoną i pożółkłą, na Jowisza, że byłem bliski wciśnięcia jej do kieliszka z ponczem w miejsce cytryny — cha! cha! hej!
Wielkie oczy Mervyna wyrażały uprzejmie zdziwienie. Doktor Toole zamilkł prawie na minutę, jak gdyby oczekując czegoś w zamian; na próżno jednakże.
I doktor podjął na nowo, nie zważając na grozę czającą się w spojrzeniu Mervyna.
— Bardzo ładne widoki tutaj, sir. Malarze przyjeżdżają w lecie całymi tuzinami ze szkicownikami i kredkami i rysują z zapałem tak jak wielu Szkotów. Cha! cha! cha! Jeśli pan rysuje, sir, jest tu jeden taki widok w górze rzeki, nie opodal młynów — na mą duszę — lecz pan nie rysuje?
Nie było odpowiedzi.
— Może trochę, sir? Tak dla kaprysu, założę  się, jak moja zacna żona pani Toole. — Uważniejsze spojrzenie na ubiór młodzieńca utwierdziło Toole'a w przekonaniu, że był on zbyt wielkim dandysem, by mógł być artystą, więc ujrzał