Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 25
IV
ZAWODY STRZELECKIE W PALMERSTOWN
Przed ogrodzeniem stało z pół tuzina powozów, dwadzieścia zapasowych koni, znaczna ilość obdartusów i ciżba ludzi chętnych do odwiedzenia gospody naprzeciwko. Brama była otwarta, słychać było artyleryjską orkiestrę, wywołującą tysiączne echa i ożywiającą wszystko wokół harmonijnym i radosnym grzmotem, w którym dało się od czasu do czasu wyłowić uchem huk muszkietu „Brown Bess"; po każdym takim wystrzale unosił się nad żywopłotem pióropusz białego dymu; słyszało się też wiwaty widzów, a czasem wesoły chór różnobrzmiącego śmiechu — wszystko razem przemieszane, zlewające się z przyjemnym, nieprzerwanym szmerem głosów. Mervyn, ów obcy, sądząc, że jest nie zauważony w tłumie i znużywszy się całkowitą samotnością, której uprzednio szukał, skręcił w prawo i tak oto znalazł się na słynnych błoniach w Palmerstown.
Był to doprawdy pogodny wiejski obrazek. Okrągła tarcza strzelnicza z jasnymi, malejącymi ku środkowi kręgami stała samotnie w odległości około stu jardów, wyraźnie odbijając od zielonego zbocza wzgórza. Współzawodnicy w swych najlepszych, odświętnych strojach, niektórzy uzbrojeni w muszkiety, inni w strzelby myśliwskie — gdyż rodzaj broni nie był ściśle określony — z pękami wstążek powiewających przy trójgraniastych kapeluszach i z gałązkami pstrych kwiatów przypiętych do piersi stali na przodzie zbici w gromadkę, podczas gdy widzowie rozrzuceni w miłym bezładzie tworzyli dwa szerokie i różnobarwne kobierce, porozrywane na mniejsze i poprzedzielane rozległą otwartą przestrzenią zielonej murawy, rozciągającej się pomiędzy strzelcami a tarczą.
W tym świetlistym otoczeniu mężczyźni owej epoki wyglądali jasno i wesoło. Takie wspaniałe szkarłatne i złociste kamizelki, taki błękit i srebro, takie groszkowozielone lustryny i różowe jedwabne podszewki, i błyszczące sprzączki, i dworskie peruki lub dobrze dobrany puder — wszystko to pięknie harmonizowało ze wspaniałymi strojami dostojnych dam i uśmiechniętych dziewcząt. Również mundury mieniły się barwami: cały ów obrazek znajdował się w łagodnym
ZAWODY STRZELECKIE W PALMERSTOWN
Przed ogrodzeniem stało z pół tuzina powozów, dwadzieścia zapasowych koni, znaczna ilość obdartusów i ciżba ludzi chętnych do odwiedzenia gospody naprzeciwko. Brama była otwarta, słychać było artyleryjską orkiestrę, wywołującą tysiączne echa i ożywiającą wszystko wokół harmonijnym i radosnym grzmotem, w którym dało się od czasu do czasu wyłowić uchem huk muszkietu „Brown Bess"; po każdym takim wystrzale unosił się nad żywopłotem pióropusz białego dymu; słyszało się też wiwaty widzów, a czasem wesoły chór różnobrzmiącego śmiechu — wszystko razem przemieszane, zlewające się z przyjemnym, nieprzerwanym szmerem głosów. Mervyn, ów obcy, sądząc, że jest nie zauważony w tłumie i znużywszy się całkowitą samotnością, której uprzednio szukał, skręcił w prawo i tak oto znalazł się na słynnych błoniach w Palmerstown.
Był to doprawdy pogodny wiejski obrazek. Okrągła tarcza strzelnicza z jasnymi, malejącymi ku środkowi kręgami stała samotnie w odległości około stu jardów, wyraźnie odbijając od zielonego zbocza wzgórza. Współzawodnicy w swych najlepszych, odświętnych strojach, niektórzy uzbrojeni w muszkiety, inni w strzelby myśliwskie — gdyż rodzaj broni nie był ściśle określony — z pękami wstążek powiewających przy trójgraniastych kapeluszach i z gałązkami pstrych kwiatów przypiętych do piersi stali na przodzie zbici w gromadkę, podczas gdy widzowie rozrzuceni w miłym bezładzie tworzyli dwa szerokie i różnobarwne kobierce, porozrywane na mniejsze i poprzedzielane rozległą otwartą przestrzenią zielonej murawy, rozciągającej się pomiędzy strzelcami a tarczą.
W tym świetlistym otoczeniu mężczyźni owej epoki wyglądali jasno i wesoło. Takie wspaniałe szkarłatne i złociste kamizelki, taki błękit i srebro, takie groszkowozielone lustryny i różowe jedwabne podszewki, i błyszczące sprzączki, i dworskie peruki lub dobrze dobrany puder — wszystko to pięknie harmonizowało ze wspaniałymi strojami dostojnych dam i uśmiechniętych dziewcząt. Również mundury mieniły się barwami: cały ów obrazek znajdował się w łagodnym
www.przeprosprezydenta.pl



