Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 26
ruchu, a trąbki i bębny Irlandzkiej Artylerii Królewskiej napełniały powietrze ożywczą muzyką.
Przybyło tu całe sąsiedztwo; był też i wesoły, mały doktor Toole w swej najokazalszej peruce, z laską ze złotą gałką i trzema psami przy nodze. Rzadko pokazywał się bez tego rodzaju świty, czasem było ich trzy, czasem pięć, czasem nawet siedem, i częstokroć można było usłyszeć jego rześki, krzykliwy głos nawołujący je po imieniu, gdy powolnym krokiem przechadzał się wczesnym rankiem po miasteczku, oraz powtarzające się raz po raz krótkie skomlenie psów w odpowiedzi na dotknięcia jego laski. Raz krzyczał: „Bajka, ty dzikusko, zostaw tę świnię w spokoju!"; pisk i kotłowanina; lub też: „Junono, rzuć to, ty kocmołuchu!"; innym razem znów: „Cezarze, ty łajdaku, dokąd, idziesz?"
— Niechaj pani spojrzy na Sturka, o tam, z jego lordowską mością — powiedział Toole do jasnowłosej Magnolii, z mrugnięciem, kiwnięciem głową i szyderczym szerokim uśmiechem. — Dobry z niego chłop, cha! cha! Przekona się pani, że wygryzie w końcu Nuttera i otrzyma stanowisko zarządcy. Właśnie o to mu chodzi, zawsze kopie pod kimś dołki.
Doktor Sturk i lord Castlemallard stali sami na niewielkim wzniesieniu rozmawiając, a lekarz artyleryjski wskazywał laseczką jakieś odległe obiekty.
— Postawię pięćdziesiąt do jednego, że właśnie w tej chwili podkopuje pozycję Nuttera jako zarządcy.
Obawiam się, że było trochę prawdy w tym przypuszczeniu i Toole — mimo że zapomniał o tym wspomnieć — odnosił instynktowne wrażenie, iż Sturk bacznie obserwuje praktyki lekarzy cywilnych i zamyśla wycofać się z wojska, planując poważne wtargnięcie w zakres jego działalności.
Sturk i Toole nie oszczędzali się nawzajem za plecami. Toole nazywał Sturka „weterynarzem" i „przemytnikiem", w związku z jakąś aferą z francuskim koniakiem, która nigdy nie była dla mnie 'jasna, lecz w której — jestem przeświadczony — Sturk nie ponosił żadnej winy; a Sturk mówił o nim „ten zapijaczony aptekarzyna", ponieważ Toole miał chłopaka, który sporządzał dla niego w
  tajemnicy mikstury z wywarów, pigułek i proszków w alkierzu, a czasem