Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 28
przedstawia właśnie lord Castlemallard? — pytanie to było strzałem wymierzonym w biednego O'Flaherty'ego.,
— Ach! Tak, a więc lord go zna! — rzekł Toole bardzo zaciekawiony. — Ach, lecz to pan Mervyn, który zatrzymał się „Pod Feniksem". A. Mervyn, widziałam to na jego neseserze. Spójrzcie, jak ona się uśmiecha.
— Tak, wdzięczy się tak, że aż ze skóry wychodzi — powiedziała z pogardą panna Mag.
— Są dziś bardzo wytworni ci Chattesworthowie, z dwoma lokajami w liberii, którzy kroczą z tyłu za nimi — dorzucił O'Flaherty, przystosowując swe uwagi do nastroju damy serca.
— Ów młody elegant musi być ważną osobistością — paplał dalej Toole — ta panienka nie uśmiecha się do byle kogo.
— Tak, ma minę świętoszki, lecz ręczę, że nie jest tak niewinna, jak na to wygląda — zaśmiała się Magnolia ze złością w oczach.
Tęga i wielce wymalowana rodzicielka Magnolii — biedna pani Macnamara, chełpliwa, dobroduszna, sprytna i głupia wdowa, przyłączyła się do nich z jadowitym, sapiącym śmiechem.
Ci, którzy przypuszczają, że wszystkie te złośliwości wypowiedziane zostały jedynie przez zwykłą kobiecą zazdrość i współzawodnictwo, wyrządzają tym damom ze starodawnego klanu Macnamara podłą krzywdę. Pani Macnamara, przeciwnie, była uosobieniem tłustości i jowialności, a Magnolia w żadnym razie nie była szczególnie wstrzemięźliwa na polu miłości. Lecz ciotka Rebeka traktowała z góry Macnamarów, zaledwie przystając na znajomość z nimi i nie dostrzegając ich prawie, a często zdarzało jej się w ogóle ich nie zauważać, choć postawa i żywość Magnolii nie zawsze na to pozwalały. Dziś na przykład, gdy ogień na strzelnicy nasilał się, a niektóre damy zaczęły wydawać urocze, lekkie i bojaźliwe okrzyki, panna Magnolia nie tylko że zniosła ogień dzielnie jak żołnierz, lecz własnymi delikatnymi rączkami wystrzeliła z rusznicy i otrzymała więcej pochwał i oklasków niż Wszyscy stojący obok strzelcy razem wzięci, mimo iż strzeliła niebezpiecznie daleko i omal nie trafiła starego Artura Slowe'a, czego ów szacowny gentleman wymachujący kapeluszem z dzielnym, choć wymuszonym uśmie-