Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 3
której koszary mieściły się po przeciwległej stronie ulicy — prezentującej broń w dworskich biało-szkarłatno-błękitnych mundurach, w trój graniastych kapeluszach, perukach z warkoczami i krezach, nim wsiadł do zdobnej herbami karety o poszóstnym zaprzęgu, z lokajami uczepionymi z tyłu; do karety tak cudownej, jak kareta Kopciuszka, z forysiami, których liberię przyćmiewały mundury oddziałów wojskowych, po czyim cały ów ekwipaż toczył się dostojnie w dal pośród słonecznego blasku i tumanów kurzu.
Tu sprawowali swój urząd „komisarze kościelni". Wieża wprawdzie zachowała się, choć jedynie z połową dawnego bluszczu, lecz korpus kościoła jest nowy, a ja — i być może 'wraz ze mną jeszcze jedna lub dwie osoby w podeszłym wieku — tęsknię za prostokątnymi ławkami, rodzielonymi podług tradycyjnego prawa własności między rody oraz dostojników miasta i okolicy (czymże oni są teraz?); i wzdycham za dziwaczną, starą, ciężką amboną i pulpitem, które stały się jeszcze milsze sercu dzięki długiej i beznadziejnej z nimi rozłące. Ciekaw też jestem, gdzie podziały się tablice Dziesięciu Przykazań z czasu królowej Anny, wypisane podłużnymi złocistymi literami na żywym niebieskim polu, zakończone półkoliście w górze i stojące po obu stronach Stołu Pańskiego z balustradą o wysokich cienkich kolumienkach — i gdzie odeszło pięćdziesiąt innych rzeczy, które wydawały mi się w wieku chłopięcym trwałe jak ziemia i święte jak niebiosa?
Gdy mowa o koszarach Irlandzkiej Artylerii Królewskiej, sądzę, że wielką bramę, prowadzącą na plac apelowy nad brzegiem rzeki, a także wszystko inne, pochłonęła ziemia lub raczej ponura olbrzymia fabryka, która stanowi dziś główny akcent i ośrodek Chapelizod, dygocąca parą, zgrzytająca kołami i ziejąca smolistym dymem.
Domy stojące rzędem naprzeciw niej — stare, znajome facjaty — nadal spoglądają blado i żałośnie szklanymi oczyma na zmienioną scenerię. W jakże innym towarzystwie znajdowały się one dziewięćdziesiąt czy sto lat temu!
A także, gdzież jest ów młyn stojący dawniej tuż przy moście, dworski przydatek do miasta, który kochałem w latach chłopięcych za jego posępny, zaniedbany wygląd i ponure wnętrze, skąd dobiegał turkot, w sposób tajemniczy zawsze dotrzymujący kroku głośnemu szelestowi śluzy
Tu sprawowali swój urząd „komisarze kościelni". Wieża wprawdzie zachowała się, choć jedynie z połową dawnego bluszczu, lecz korpus kościoła jest nowy, a ja — i być może 'wraz ze mną jeszcze jedna lub dwie osoby w podeszłym wieku — tęsknię za prostokątnymi ławkami, rodzielonymi podług tradycyjnego prawa własności między rody oraz dostojników miasta i okolicy (czymże oni są teraz?); i wzdycham za dziwaczną, starą, ciężką amboną i pulpitem, które stały się jeszcze milsze sercu dzięki długiej i beznadziejnej z nimi rozłące. Ciekaw też jestem, gdzie podziały się tablice Dziesięciu Przykazań z czasu królowej Anny, wypisane podłużnymi złocistymi literami na żywym niebieskim polu, zakończone półkoliście w górze i stojące po obu stronach Stołu Pańskiego z balustradą o wysokich cienkich kolumienkach — i gdzie odeszło pięćdziesiąt innych rzeczy, które wydawały mi się w wieku chłopięcym trwałe jak ziemia i święte jak niebiosa?
Gdy mowa o koszarach Irlandzkiej Artylerii Królewskiej, sądzę, że wielką bramę, prowadzącą na plac apelowy nad brzegiem rzeki, a także wszystko inne, pochłonęła ziemia lub raczej ponura olbrzymia fabryka, która stanowi dziś główny akcent i ośrodek Chapelizod, dygocąca parą, zgrzytająca kołami i ziejąca smolistym dymem.
Domy stojące rzędem naprzeciw niej — stare, znajome facjaty — nadal spoglądają blado i żałośnie szklanymi oczyma na zmienioną scenerię. W jakże innym towarzystwie znajdowały się one dziewięćdziesiąt czy sto lat temu!
A także, gdzież jest ów młyn stojący dawniej tuż przy moście, dworski przydatek do miasta, który kochałem w latach chłopięcych za jego posępny, zaniedbany wygląd i ponure wnętrze, skąd dobiegał turkot, w sposób tajemniczy zawsze dotrzymujący kroku głośnemu szelestowi śluzy
www.przeprosprezydenta.pl



