Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 32
jakaś miłosierna dama wzięła mnie pod swoją opiekę, mogłoby jeszcze coś ze mnie być.
Zaduma jego miała odcień powagi, który rozbawił młodą damę, jako że nigdy nie słyszała o nim niczego gorszego — bardzo młode damy rzadko słyszą najgorsze — niż to, że raz czy dwa razy grał nieco zbyt wysoko w karty.
— Czy mam poprosić Gertrudę Chattesworth, aby porozmawiała ze swą ciotką Rebeką? — spytała Lilias chytrze. — Przypuśćmy, że uczęszczałby pan do jej szkoły w Zaułku Marcina z „Lepiej późno niż wcale" nad kominkiem; jest tam dwu uczniów pańskiej płci, wie pan, i mógłby pan siedzieć w jednej ławce z biednym Pottsem i poczciwym starym Doolanem.
— Dziękuję, panno Lilias — odparł z ukłonem, parsknąwszy śmiechem, w którym był tylko cień urazy. — Wiem, że uczyniłaby to z największą ochotą, lecz ani tak dobrze, ani tak mądrze, jak mogłyby to uczynić inne. Chciałbym móc prosić panią o udzielenie mi nauk.
— Mnie! — rzekła owa młoda dama. — Och, tak, zapomniałam — dodała wesoło — przed pięcioma laty, gdy byłam małą dziewczynką, nazwał mnie pan raz wikarym proboszcza Walsinghama, byłam taka poważna — pamięta pan?
Nie wiedziała, jak bardzo wdzięczny był jej Devereux za to, że zapamiętała ów lichy żarcik, i ile dałby w tej chwili przystojny porucznik, by ucałować rękę tej poważnej małej dziewczynki sprzed lat pięciu.
— Byłem bardziej zuchwały wówczas — powiedział — niż jestem obecnie; czyż nie zapomni pani moich dawnych impertynencji i pozwoli mi teraz odprawić pokutę i zostać pani... pani wielce pokornym sługą?
Zaśmiała się.
— Nie moim sługą, ale wie pan, że jest pan moim parafianinem i nic na to nie mogę poradzić.
— A będąc nim mogę z pewnością prosić o skromne prawo do pani rad i nagany. Tak, pani powinna przemówić mi do sumienia. Nie zniósłbym tego od nikogo, a jedynie od pani; a im 'więcej będzie mnie pani ganiła, tym szczęśliwszym mnie pani uczyni.
— Niestety, skoro moje potępienie jest panu miłe, to pewny znak, że nic ono panu nie pomoże.