Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 33
— Powinno mi pomóc, a jakkolwiek gorzkie i słuszne będzie, jednocześnie sprawi mi radość — odpowiedział ze szczerym i bardzo szczególnym błyskiem w ciemnych dziwnych oczach, a po krótkiej przerwie dodał — powiem pani dlaczego, właśnie dlatego, że wolałbym raczej, by pamiętała pani moje wady, niż aby miała pani nie pamiętać mnie wcale.
— Ależ nie jest moim zamierzeniem gniewać ludzi.
— Bardziej prawdopodobne jest, że uczyniłaby minie pani smutnym lub może szczęśliwym, inaczej mówiąc, lepszym. Przypuszczam, że chciałaby pani widzieć swoją parafię doskonalszą.
— Oczywiście że tak, lecz dając przykład bez prawienia kazań. Nie, zostawiam to tęższym głowom; proboszczowi na przykład. — I przysunęła się bliżej do swego drogiego, starego ojca z szybkim, czułym spojrzeniem, przepełnionym taką dumą i miłością, gdyż nie było drugiego, równego mu pod słońcem, jak sądziła, że Devereux wyrwało się krótkie mimowolne westchnienie. Staruszek nie słyszał jej — zbyt był zajęty rozmową — poczuł jedynie dotyk małej rączki swej ukochanej córki i swoim zwyczajem odwzajemnił uścisk łagodnym przytuleniem jej ręki odzianym w sutannę ramieniem; nie przerwał wszakże uczynionej rozprawki skierowanej ku młodemu, osobliwemu Danowi Loftusowi, prostodusznemu i uczonemu, na temat pochodzenia linii Deci rodu Desmondów. Nawiasem mówiąc, chodziły pogłoski — nie wiem, jak dalece prawdziwe — że obaj ci mędrcy poza dwoma foliałami na temat zamku w Chapelizod zbierali materiały do nie dokończonej historii Irlandii.
Devereux był w głębi duszy rozdrażniony rodzajem niewidzialnego, lecz nie dającego się przezwyciężyć oporu, który śliczna Lilias Walsingham, jak się zdawało, nieświadomie stawiała jego próbom bliższego i czulszego rodzaju żartów. „Mała kusicielka! Jest wokół niej bariera, której nie mogę przekroczyć. I dlaczegóż miałbym to robić? Czemu tak się dzieje, że ona mnie pociąga, a jednocześnie tak łatwo mnie odpycha?"
— A... a kiedy tu po raz pierwszy przybyłem — mówił dalej głośno — była pani, o Boże, jakimże dzieckiem, zaledwie jedenastoletnim. Tak długo znam panią, panno Lilias, a jednak jakże chłodna jest pani w stosunku do mnie.