Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 36
czerpiąc wielką przyjemność z przebywania w towarzystwie Loftusa. Obaj wiele czasu spędzali nad książkami i na miarę swych zdolności umysłowych byli zapalonymi archeologami. Przedmiotem ich badań stał się zamek w Chapelizod, trudna do rozszyfrowania zagadka. Był to przedmiot, który nigdy ich nie nudził. Loftus zgromadził już dwa foliały wypisków z wszelkich możliwych źródeł, które doktor Walsingham był w stanie mu udostępnić. Nie mogliby doprawdy ciężej pracować, gdyby nawet chcieli udowodnić swe prawa do majątków lorda Castlemallarda. Wspólne badania stały się podstawą zażyłej przyjaźni pomiędzy proboszczem i studentem, którzy spędzali wiele czasu — parafianie sądzili, że znacznie więcej, niż pozwalał na to zdrowy rozsądek — na brzegach rzeki, przechadzając się wzdłuż i wszerz, wtykając kijki w ziemię i grzebiąc w poszukiwaniu starych murów.
Ponadto Loftus był uczonym znającym dobrze język irlandzki i z celtyckich manuskryptów wydobył pewne fakty, rzucające na przedmiot ich studiów światło niezbyt jasne ani wiarygodne, przyznaję, lecz wystarczające, by zachwycić proboszcza i natchnąć go tkliwym uwielbieniem dla niezmordowanego, wszechstronnie uzdolnionego młodzieńca, który poświęcał wspólnej pasji ich obu tak wiele czasu, trudu, znajomości języków i wysiłku umysłu.
Lord Castlemallard przywykł do tego, że słuchano go z uwagą; gdy mówił, nie zdawał więc sobie sprawy, jak diabelnie było to nieraz nudne. Jego opowieści były senne, powolne, a każde słowo starannie odmierzone. Teraz właśnie zabawiał on starego, uprzejmego generała siedzącego na honorowym końcu stołu oracją na cześć Paula Dangerfielda, ogromnie bogatego, nadzwyczajnego człowieka — najmądrzejszego człowieka swych czasów; mógłby być, kimkolwiek by zechciał. Jego lordowska mość naprawdę wierzył, że jego angielska posiadłość rozpadłaby się na kawałki, gdyby Dangerfield zrezygnował z zarządzania nią, i w duchu był mu niezmiernie wdzięczny za dalsze sprawowanie tej funkcji, nawet gdyby to miało trwać niewiele dłużej. Przybywał właśnie ów gentleman, by zwiedzić irlandzkie dobra — może by podsunąć Nutterowi jakiś dobry pomysł. Był on kawalerem; jego lordowska mość twierdził, że mógłby stać się wspaniałą partią dla którejś z naszych irlandzkich dam. Podczas pobytu w Irlandii zapewne Chapelizod będzie jego