Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 37
główną siedzibą. Nie, nie był pewien, raczej przypuszczał, że nie pochodzi on z rodu Thorleyów, i tak dalej... Mówił jeszcze bardzo długo. Lecz mimo iż zmęczył wszystkich ogromnie, udało mu się wywołać u słuchaczy przed oczyma ich duszy gigantyczną, choć cokolwiek zamgloną postać i w dużej mierze rozbudzić zainteresowanie, z jakim na ogół oczekiwane bywało w tej przyjemnej podmiejskiej wsi przybycie kogoś nowego. Nie wiadomo, jak długo lord Castlemallard mógłby rozwodzić się na ten temat, gdyby nie to, że niespodziewanie przerwano mu, a poza tym zasnął mocno w swoim krześle bez niczyjego w tym względzie udziału. Dosłyszawszy bowiem w czasie krótkiej przerwy w swych wywodach, podczas której wysączył parę łyków 'klaretu, zwięzły pamflet na temat magnetyzmu, wypowiadany w zaiste plugawym języku przez lekarza wojskowego Sturka — a magnetyzm był zagadnieniem wywołującym podówczas ogólne poruszenie, jak to zresztą od znacznie dawniejszych czasów dzieje się do dnia dzisiejszego — zapytał ospałym głosem proboszcza Walsinghama o jego w tym względzie opinię.
Otóż wielebny Walsingham był zapalonym adeptem nauki tajemnej i rozpamiętywał ją z trudną nieraz do zniesienia dokładnością, więc tak zaczął swą tyradę:
— Istnieje, lordzie Castlemallard, ciekawy stary traktat uczonego Van Helmonta, w którym mówi on, o ile pamiętam dobrze jego słowa, że magnetyzm jest zdolnością magiczną, która drzemie w nas wskutek odurzającego grzechu pierworodnego i wobec tego wymaga środka pobudzającego, którym może być dobro lub zło. Najczęściej jest nim sam szatan, a to z powodu uprzednio 'danego zastawu lub zawarcia umowy z czarownicami. W rzeczywistości (moc tkwi w czarownicy i nie jest przekazywana przez niego; lecz ów zmiennoskóry lub proteański szarlatan — są to jego słowa — nie zniósłby, by czarownica miała świadomość tego, że mocą magnetyczną obdarzyła ją natura, choć obecnie moc owa zaklęta została w senny bezwład narkotycznym działaniem grzechu pierworodnego.
Zaiste uważam, że piękny opis — nie te wasze poetyczne brednie, lecz uczciwy, dokładny opis doskonale wygodnego łoża oraz procesu zasypiania — mógłby, gdyby był w rozsądny sposób zaaplikowany wkrótce po kolacji, zmóc rześ-