Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 39
— I podobnymi szuchymi, zawodowymi szprawami — ciągnął Puddock, nie zwróciwszy uwagi na Wtrącone słowa, a może nie słysząc ich — jak mógłby żwykły człowiek równać się z geniuszami, bez wątpienia z natury wyższymi isztotami — (Puddock, szelma, nie wierzył w takie rzeczy) — które poświęcają szę sztudiom nad sztuką nieusztannie, wyłącznie i... i...
— Niemożliwe — powiedział O'Flaherty — był sobie niejaki Tommy Shycock z Ballybaisby, który nauczył się utrzymywać w równowadze smyczek na brodzie; a młode damy, zwłaszcza panna Kitty Mahony, otaczały go zawsze w sali balowej w Thralee, przyglądając się, dziwiąc i śmiejąc, a ja, który miałem dwa razy tyle rozumu co on, nie mogłem opanować tej sztuki, choć wstawałem przez cały miesiąc dzień w dzień o czwartej rano. Musiałem wreszcie zaniechać tego, a to z powodu zeza, jakiego dostawałem patrząc wciąż na ten smyczek. Spróbowałem więc z kontrabasem, tak jak on robił — było to potwornie męczące ćwiczenie, mówię panom, dwie przeklęte godziny dziennie, regularne wprawki, a ponadto jeszcze pół godzinki z okładem od czasu do czasu; i to przez trzy śmiertelnie długie lata — tyle mu to czasu zajęło, by się tego nauczyć — wydrążył sobie w brodzie taki dołek, że można by włożyć weń ziarnko grochu.
— Praktyka — podjął Puddock (nie muszę chyba pisownią przypominać jego seplenienia) — nauka — czas, który można poświęcić — pracowitość w rzeczach wielkich jak i małych — oto cała tajemnica. Natura, z pewnością...
— Tak, Natura, pewnie! Musimy dopomagać Naturze, kochany Puddocku, a więc, dawajcie, panowie, butelkę — rzekł Devereux, który lubił zaglądać do kieliszka.
— Na Boga, panie Puddock, gdybym miał połowę pańskiego geniuszu aktorskiego — upierał się O'Flaherty — nic by mnie nie powstrzymało od pójścia na deski teatru Smockalley — incognito, oczywiście, mam na myśli. Jest tam ten nadzwyczajny mały pan Garrick — mówią o nim we wszystkich trzech królestwach, odkąd pamiętam — i zarabia swoich tysiąc funtów tygodniowo. Zbija majątek, założę się, a nie jest na pewno dużo wyższy niż pan, gdyż jest śmiesznie mały.
Z nas dwóch ja jestem wyższy — odparł mały Puddock wyniośle, dowiadywał się bowiem o to już przedtem