Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 40
i stwierdził, że ma pół cala wzrostu więcej niż Rocius, uczciwie, miejmy nadzieją. — Lecz jest to budowanie zamków na lodzie; żarty na bok, jednak przyznaję się, z całego serca bym chciał — tak tylko dla fantazji — zagrać dwie role: Ryszarda Trzeciego i Tamerlane'a.
— Czy to nie ta rola, z której pełną współczucia przemowę wygłosił pan dla mnie przed obiadem?
— Nie, to było z Żarłocznego sędziego — rzekł Deve-reux.
— Tak, a więc to było to! Udusił swą żonę. Obręczą formy do puddingu — obstawał Devereux.
— Nie... tym... no, wie pan... i pchnął się nożem — ciągnął O'Flaherty.
— Rożnem — to jest napisane dobrą włoszczyzną.
— Oj, wcale nie — nie, to nie jest włoski, lecz angielski, myślę o... tym niesympatycznym typie, wie pan, Puddock, o tym czarnym łajdaku.
— Dobrze, angielski czy włoski, tragedia czy komedia — odezwał się Devereux, który lubił Puddocka i nie chciał mu dokuczać, a spostrzegł, iż był on urażony z powodu Otella, który posłużył się narzędziem z kuchennego królestwa Puddocka. — Ośmielę się powiedzieć, że bawiliście się dobrze, i co do mnie, sir, są pewne role (w farsie Puddock był istotnie bardzo zabawny), w których wolę Puddocka niż innych aktorów, jakich widziałem.
— Och, ho, ho! — zaśmiał się biedny mały Puddock z wielkim zadowoleniem, nie przyjmując tego za ironię, jako że żywił potajemnie ogromny podziw dla Devereux.
I tak dalej gawędzili o teatrze. Puddock sepleniąc, uroczysty i gadatliwy; O'Flaherty, nieuk, wyrywający się w szczerym zachwycie z jakimś głupstwem, i Devereux, sączący swój klaret i rzucający spokojnie od czasu do czasu jakieś soczyste słowo.
— Nigdy nie zapomnę miny pani Cibber w tej ostatniej scenie... wiecie... w Sierocie... Monimia, pan wie, Devereux.
Ponieważ przy stole panowała wówczas ogólna wrzawa i krzesła były poodsuwane w różne strony, Puddock zsunął się ze swego i zwracając się do Devereux i do O'Flaherty'ego — aby im dać wyobrażenie o pani Cibber — zaczął z miną możliwie jak najbardziej nieszczęsną piskliwym falsetem:
— Czy to nie ta rola, z której pełną współczucia przemowę wygłosił pan dla mnie przed obiadem?
— Nie, to było z Żarłocznego sędziego — rzekł Deve-reux.
— Tak, a więc to było to! Udusił swą żonę. Obręczą formy do puddingu — obstawał Devereux.
— Nie... tym... no, wie pan... i pchnął się nożem — ciągnął O'Flaherty.
— Rożnem — to jest napisane dobrą włoszczyzną.
— Oj, wcale nie — nie, to nie jest włoski, lecz angielski, myślę o... tym niesympatycznym typie, wie pan, Puddock, o tym czarnym łajdaku.
— Dobrze, angielski czy włoski, tragedia czy komedia — odezwał się Devereux, który lubił Puddocka i nie chciał mu dokuczać, a spostrzegł, iż był on urażony z powodu Otella, który posłużył się narzędziem z kuchennego królestwa Puddocka. — Ośmielę się powiedzieć, że bawiliście się dobrze, i co do mnie, sir, są pewne role (w farsie Puddock był istotnie bardzo zabawny), w których wolę Puddocka niż innych aktorów, jakich widziałem.
— Och, ho, ho! — zaśmiał się biedny mały Puddock z wielkim zadowoleniem, nie przyjmując tego za ironię, jako że żywił potajemnie ogromny podziw dla Devereux.
I tak dalej gawędzili o teatrze. Puddock sepleniąc, uroczysty i gadatliwy; O'Flaherty, nieuk, wyrywający się w szczerym zachwycie z jakimś głupstwem, i Devereux, sączący swój klaret i rzucający spokojnie od czasu do czasu jakieś soczyste słowo.
— Nigdy nie zapomnę miny pani Cibber w tej ostatniej scenie... wiecie... w Sierocie... Monimia, pan wie, Devereux.
Ponieważ przy stole panowała wówczas ogólna wrzawa i krzesła były poodsuwane w różne strony, Puddock zsunął się ze swego i zwracając się do Devereux i do O'Flaherty'ego — aby im dać wyobrażenie o pani Cibber — zaczął z miną możliwie jak najbardziej nieszczęsną piskliwym falsetem:
www.przeprosprezydenta.pl



