Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 42
— Słyszałem, że pan Loftus zna bardzo ładną pieśń — powiedział kapitan Cluffe, mrugnąwszy do ojca Roacha.
— Tak — zawołał Roach podchwytując żart (bardzo dobry stary dowcip, jeszcze niezupełnie zapomniany) — pan Loftus umie śpiewać, przysięgam — słyszałem go!
Loftus był nieśmiały, skromny, groteskowy i wyglądał na człowieka, który nie potrafiłby zaśpiewać nawet jednej nuty. Tak więc gdy podniósł oczy, popatrzył wkoło i zaczerwienił się, dało się słyszeć ogólne trącanie kieliszków i schlebiające głosy domagające się pieśni pana Loftusa.
Lecz gdy zapanowała cisza, poddał się ku ogólnemu zdziwieniu towarzystwa, choć z wyraźnym drżeniem, i oświadczył, że zaśpiewa, jak zebrani goście sobie życzą. Była to pieśń dawnego dobrego pisarza o poszczeniu w czasie wielkiego postu, a w istocie była naganą wszelkiej obłudy. Rozdzwoniły się kielichy i wesoła salwa śmiechu rozległa się wśród braw, którymi przyjęto tę zapowiedź. Ojciec Roach wyglądał dziwnie zmieszany i rzucił podejrzliwe spojrzenie na Devereux, gdyż biedny Dan Loftus, prawdę mówiąc, ugodził tego Bożego pokutnika w bardzo czułe miejsce.
Prawdą jest, że ojciec Roach był, jak wielu księży irlandzkich wówczas, trochę myśliwym. On i Toole od czasu do czasu odbywali potajemne wycieczki w dublińskie góry. Posiadał parę bardzo dobrych psów, które wypożyczał darmo, gdyż z natury był poczciwcem. Lubił dobre jadło i wesołą, młodą kompanię i cieszył się poważaniem wśród oficerów, którzy bez skrępowania pukali do zielonych drzwi domu jego wielebności, gdy tylko chcieli pożyczyć psy lub otrzymać poradę ojca duchownego (jego opinia była ceniona nawet wyżej niż Toole'a) w przypadku, gdy zachorował pies lub okulała szkapa.
Otóż pewnego poranka — zaledwie przed kilkoma tygodniami — Devereux i Toole zajrzeli razem w podobnej sprawie do jego wielebności trochę niespodzianie — i zastali go jedzącego zająca! O bogowie, był to pasztet z zająca w samym środku wielkiego postu!
Zdarzyło się to w porze śniadaniowej. Obiad jego wielebności był natomiast posiłkiem pustelnika; któż mógłby przewidzieć, że ci nikczemnicy wpadną do jego małego refektarza o tak wczesnej rannej godzinie? Nie było tu mowy; o dwuznaczności; przyłapany został na grzesznym obco-