Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 43
waniu sam na sam z pasztetem z zająca. Gdy weszli do pokoju, ojciec Roach zerwał się gwałtownie z miejsca jak za pociśnięciem sprężyny i z nożem i widelcem w ręku, z błyszczącymi policzkami, patrzył na nich z zagniewanym, przestraszonym i zakłopotanym wyrazem twarzy, co jeszcze wzmogło ich śmiech. Minęła długa chwila, zanim dopuścili go do głosu, taka zapanowała wesołość, a ironiczne komplementy przeplatały się z żartobliwymi pytaniami wśród ogólnej wrzawy.
Gdy wreszcie mógł przemówić, z podniesioną ręką jak więzień oskarżony o morderstwo, zaczął się tłumaczyć „dyspensą". Przypuszczam, że było to prawdą, gdyż poparł swoje twierdzenie kilkoma pobożnymi przysięgami i zaklęciami i wyjaśnił im, że ludzie nie zawsze są tak silni, jak na to wyglądają; że mógłby, gdyby chciał, za pozwoleniem biskupa jeść mięso podczas każdego posiłku w ciągu dnia, i to przez wszystkie dni tygodnia; że jeśli tego nie robi, czyni tak przez dobrowolną abstynencję — nie przez sumienność, lecz celowo — ażeby nie dopuścić do „niedorzecznych uwag" swych parafian (głośny śmiech); że być może słusznie mu się dostało za to, że nie skorzystał jawnie i publicznie z dyspensy biskupa (nowy atak wesołości). Przez tę swoją głupią delikatność (i znów ów nieznośny, koński śmiech) wpakował się w dwuznaczną sytuację; i tak dalej, aż do końcowego ad misericordiam, skierowanego do „drogiego kapitana Devereux" i do „kochasia Toole'a". Obaj jednak wyśmiewali się nadal z niego bezlitośnie, wreszcie usiedli za stołem i zjedli wszystko, co zostało z pasztetu, podczas gdy ojciec duchowny rzucał tylko tęskne spojrzenia. Wreszcie nakłonili ojca Roacha do opowiedzenia im dokładnie wszystkich okoliczności związanych z kontrabandą zwierzyny i niedozwolonym przemycaniem jej do jadalni oficerskiej. Nigdy jeszcze nie spędzili tak miłego poranka. Oczywiście ojciec zobowiązał ich do wiekuistej tajemnicy i oczywiście — ma się rozumieć — jak we wszystkich podobnych wypadkach, przysięga została nabożnie dotrzymana; nigdy o tym nie słyszało się w jadalni — och, nie — Toole nigdy nie zrobił z tego wydarzenia dramatycznego przedstawienia, upiększonego i wyolbrzymionego całym jego komediowym geniuszem. Z pew-