Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 44
nością był tam monolog, którym później często raczył Starszych ze Skinner's Alley i innych biesiadników przy wieczerzy, gestykulując z nożem i widelcem w ręku. Wypowiadał ów monolog z silnym akcentem irlandzkim, wpadając czasem w przejmujący patos, to znowu w gwałtowne oburzenie, wreszcie w dziecinną czułość pośród brzęku kieliszków i głośnych wybuchów śmiechu zebranego towarzystwa. W rzeczy samej burmistrz, wielki tłuścioch, który, choć nie był zbyt podatny na przesadne wesołości, dostał takiego ataku śmiechu, że me mógł złapać tchu, i ruchem ręki — nie był w stanie powiedzieć ani słowa — błagał Toole'a, by pozwolił mu odetchnąć, czego ów natchniony aktor zdawał się nie zauważać; wobec tego jego burmistrzowska mość musiał wstać dwukrotnie i podejść do okna, gdyż inaczej, jak później powiedział, straciłby życie; a gdy przedstawienie się skończyło, jego tłuste policzki były mokre od łez, wargi zwisały, głowa wolno kiwała się z boku na bok i dyszał ciężko „och, och!" z rękoma przyciśniętymi do żeber pokrytych wałkami tłuszczu. Był tak blady i bez tchu, że kilku jego towarzyszy, choć nie wyrazili tego na głos, spoglądało na niego przenikliwym wzrokiem uważając, iż znajduje się w dość dziwnym stanie.
Wkrótce po tym niespodziewanym najściu, aby przypieczętować, jak przypuszczam, tę tajemną zmowę milczenia, ojciec Roach wydał dla oficerów i Toole'a wielką wieczerzę wielkopostną z  samych dań rybnych — nie mniej niż dziewiętnastu — z ryb zapiekanych, gotowanych i duszonych; zaiste, wspaniała to była uczta i Puddock wspominał niektóre z tamtych dań jeszcze po przeszło dwudziestu latach.
 
VI
W KTÓRYM BRZMI PIEŚŃ MINSTRELSKA
 

Nic więc dziwnego, że gdy Loftus w niewinności swego serca zapowiedział pieśń i jej wątek, ojciec Roach poczuł się bardzo nieswojo i żałował wielce, że dopomógł temu skromnemu młodzieńcowi w tak trudnej dla niego chwili. Lecz