Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 47
nie nachmurzonym czerwonym obliczem, zerkając spode łba na wszystkie strony bystrymi, rozzłoszczonymi, podejrzliwymi oczkami nie wiedząc, jak przyjąć to, co wydawało mu się umyślnie uknutym spiskiem w celu zakpienia sobie z niego ku uciesze zebranej kompanii. Podchwyciła ona końcowy dwuwiersz piosenki ogólnym wrzaskliwym chórem, przechodzącym w lawinę śmiechu, do którego rozpaczliwie próbował przyłączyć się ojciec Roach. Ów pełen złości błysk w jego oku zapalił się i zgasł jak błyskawica na czarnym niebie, lecz po chwili wahania twarz mu się rozjaśniła, jakby zeń opadła ciemna zasłona, a ojciec Roach, utkwiwszy świdrujące oczka prosto w poczciwym Danie Loftusie i prostując się z niezwykle uroczystego ukłonu, powiedział nadając swemu głosowi możliwie czysty ton:
— Nie wiem dokładnie, panie Loftus, co pan chciał powiedzieć mówiąc o „lubieżniku w hiszpańskim stroju, z pierścieniami" (ksiądz właśnie niedawno przemycił wspaniałą szatę liturgiczną z Salamanki i nosił pierścień na palcu) oraz o osobie „strojącej twarz w... zalotne muszki"; o ile dobrze pamiętam, pańskie słowa (tak się nieszczęśliwie złożyło, że gospodyni ojca Roacha miała na twarzy pieprzyki, choć należy dodać, była prawdziwie cnotliwa i bynajmniej nie młoda), lecz zmuszony jestem przypuszczać, sądząc z wesołości, w jaką wprawiło to  naszych przyjaciół, sir, że „lubieżnik z pierścieniami", cokolwiek by to miało znaczyć, jest dobrym żartem i wypowiedzianym w dobrej wierze.
— Ależ, za pańskim pozwoleniem, sir — wtrącił z naciskiem Puddock, dla którego uszu ta gruba niezręczność dotycząca duchownego zabrzmiała jak dysonans — pan Loftus nie śpiewał wcale o lubieżniku, lecz o chuci, którą przeciwstawił postom duszy, ważniejszym niż konfitury, czyż nigdy ich nie jadłeś, sir?... e... otóż ja... ee... tak się składa, że mam przepis... — ee... i jeśli pozwolisz, sir, wspaniały przepis.. ee... Kiedy byłem małym chłopcem, zrobiłem je raz w domu, sir, i na Jowisza, mój brat Sam jadł je tak długo, aż się rozchorował... pamiętam... był tak bardzo chory, że na Jowisza, moja biedna matka i stara Dorcas musiały siedzieć przy nim całą noc... i... i, co to ja chciałem rzec, jeśli pan pozwoli, sir, będę bardzo szczęśliwy mogąc przesłać ten przepis pańskiej gospodyni.
— Nie będą panu smakowały, sir — powiedział De-