Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 48
vereux figlarnie — lecz istotnie mamy wspaniały przepis zupełnie innego rodzaju na danie postne, rybę — wie pan, Puddock — ten, który podawał pan wczoraj; pan Loftus jednak, jak mniemam, zna jeszcze lepszy.
— Doprawdy, sir? — spytał Puddock, który miał ogromny głód wiedzy.
— Bo ja wiem, kapitanie Puddock — mruknął Loftus zakłopotany.
— Przepis na co? — spytał krótko jego wielebność.
— Na pieczoną płotkę — odparł Puddock, patrząc zupełnie niewinnie w pałającą twarz teologa.
— Dziękuję — rzekł ojciec Roach z miną, której uprzejmy mały Puddock bynajmniej nie zrozumiał.
— A pan, jak pan ją piecze? Znamy już bowiem przepis Loftusa — nastawał Devereux z wyraźnym okrucieństwem.
— Tak jak taszę — powiedział Puddock szybko. — To znaczy jak? — dopytywał się Devereux.
— Obrać taszę ze skóry, opłukać, podzielić — odrzekł Puddock bez zająknienia — i rozciąć każdą stronę na dwa kawałki; doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową i polewać roztopionym masłem; podawać z plastrami pomarańczy, berberysem, winogronami i agrestem; przekonacie się, że wyśmienicie smakuje bądź to z faszerowaną, (bądź wędzoną szynką.
Rapsodii tej, wypowiedzianej z zawrotną szybkością i okraszonej gwałtownym seplenieniem Puddocka, towarzyszyły dowody ogólnej wesołości, a ksiądz, który na pół (podejrzewał go o wymyślenie tego na poczekaniu, miał właśnie zamiar wszcząć z nim kłótnię, gdy uniósł się z krzesła lord Castlemallard gotów do opuszczenia sali, a za nim wstał generał, i tak towarzystwo rozpadło się na gromadki, a większa jego część podążyła wolnym krokiem ku gospodzie „Pod Feniksem". Tam przyłączyło się kilka nowych osób i wesoła kompania, mniej skrępowana w salce klubowej, oddawała się dalej uciechom wieczoru, które, jak to czasem bywa, miały bardzo poważne zakończenie.
— Doprawdy, sir? — spytał Puddock, który miał ogromny głód wiedzy.
— Bo ja wiem, kapitanie Puddock — mruknął Loftus zakłopotany.
— Przepis na co? — spytał krótko jego wielebność.
— Na pieczoną płotkę — odparł Puddock, patrząc zupełnie niewinnie w pałającą twarz teologa.
— Dziękuję — rzekł ojciec Roach z miną, której uprzejmy mały Puddock bynajmniej nie zrozumiał.
— A pan, jak pan ją piecze? Znamy już bowiem przepis Loftusa — nastawał Devereux z wyraźnym okrucieństwem.
— Tak jak taszę — powiedział Puddock szybko. — To znaczy jak? — dopytywał się Devereux.
— Obrać taszę ze skóry, opłukać, podzielić — odrzekł Puddock bez zająknienia — i rozciąć każdą stronę na dwa kawałki; doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową i polewać roztopionym masłem; podawać z plastrami pomarańczy, berberysem, winogronami i agrestem; przekonacie się, że wyśmienicie smakuje bądź to z faszerowaną, (bądź wędzoną szynką.
Rapsodii tej, wypowiedzianej z zawrotną szybkością i okraszonej gwałtownym seplenieniem Puddocka, towarzyszyły dowody ogólnej wesołości, a ksiądz, który na pół (podejrzewał go o wymyślenie tego na poczekaniu, miał właśnie zamiar wszcząć z nim kłótnię, gdy uniósł się z krzesła lord Castlemallard gotów do opuszczenia sali, a za nim wstał generał, i tak towarzystwo rozpadło się na gromadki, a większa jego część podążyła wolnym krokiem ku gospodzie „Pod Feniksem". Tam przyłączyło się kilka nowych osób i wesoła kompania, mniej skrępowana w salce klubowej, oddawała się dalej uciechom wieczoru, które, jak to czasem bywa, miały bardzo poważne zakończenie.
www.przeprosprezydenta.pl



