Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 49
VII
OBRAZUJĄCY, JAK ŁATWO MOŻE DOJŚĆ DO NIEPOROZUMIENIA POMIĘDZY DWOMA GENTLEMENAMI, KTÓRZY NIE DAJĄ ZEBRANYM MOŻNOŚCI ZROZUMIENIA PRZYCZYNY ICH SPORU
 
Nim to nastąpiło, Loftus wszedł do swej nędznej nory na poddaszu, by zatopić się w szpargałach i postrzępionych księgach; ojciec Roach natomiast w zaciszu swego małego saloniku pomrukiwał nad kośćmi ostro przyprawionego, (pieczonego indyka i właśnie zamierzał ukoić swą strapioną duszę porcją gorącego ponczu i whisky. Doprawdy, łatwo się pocieszał i w sumie był wielkim poczciwcem.
Doktor Toole, którego młodzi ludzie zastali nad szachownicą w towarzystwie Nuttera w salce klubowej, przerwał grę, by wysłuchać historii wielkopostnego hymnu Loftusa — hymn ten był swoistego rodzaju pokutą dla ojca Roacha — po czym zatarł ręce, klepnął się po udzie, zapiszczał z radości i krzyknął w uniesieniu. O'Flaherty, który domagał się ponczu i był na nieszczęście skłonny do melancholii i do wszczynania kłótni przy (kieliszku, znajdował się właśnie w  posępnym, czułostkowym nastroju, rozprawiając o powabach swej niezrównanej damy serca, panny Magnolii Macnamara. Nie należał on bowiem do tych ckliwych kawalerów, którzy opłakują miłosne zawody, jak to czynią pasterze w odosobnionej górskiej dolinie i innych tym podobnych odludnych miejscach, lecz lubił raczej obnosić się ze swymi ranami w całej ich nagości i głosić wszem wobec o swych sercowych cierpieniach.
Podczas gdy O'Flaherty rozwodził się nad przymiotami owej czarującej „istoty", Puddock zaledwie o dwa jardy dalej opisywał z niewiele mniejszym uniesieniem zalety „prosiaka pieczonego ze szczeciną" i zachwyty obu tych gentlemenów tworzyły orginalną mieszaninę, jakby przeplatały się
z sobą strofy Rostbefu staroangielskiego i Ostatniej róży lata. O'Flaherty urwał nagle i z lekka surowym tonem zwrócił się do porucznika Puddocka:
— Czy to takie istotne, sir (lub, jak to wymawiał O'Fla-