Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 53
— No i tak. Co by pan powiedział, poruczniku, na „Walijskiego królika" na kolację?
Porucznik kiwnął flegmatycznie głową na znak zgody.
— A pan, panie Nutter, zjadłby pan „królika"? — wykrzyknął Toole.
— Nie — powiedział Nutter.
— A czemu nie? — spytał Toole.
— Cóż, wierzę słowom piosenki Toma Rooke'a, zachwalającej ostrygi — odparł Nutter — a zwłaszcza słowom tego dwuwiersza: „Nie dożyje młodzik, by po siwej poskrobać się czuprynie, jadając na wieczerzą walijskiego królika jedynie".
Jak doszło do tego, że zaledwie Nutter otworzył usta owego wieczoru — kiedy to, jak wszyscy znający go dłużej zauważyli, był nadzwyczaj rozmowny — natychmiast stał się przedmiotem groźnych i bardzo podejrzliwych spojrzeń O'Flaherty'ego? Dziś, gdy pojąłem już istotę przymówki, której doszukał się zawadiacki porucznik w słowach Nuttera, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziwiać nieuchronność losu, która bez najmniejszych złych zamiarów z niczyjej strony doprowadziła do bardzo poważnego nieporozumienia.
— Jeśli chodzi o młodzika, który ma dożyć, by poskrobać się po siwej czuprynie lub nie, sir — powiedział młody oficer tonem jak najgroźniejszym — nie wiem, co to może obchodzić osoby w pańskim wieku, lecz pozwolę sobie powiedzieć panu, sir, że gentleman, czy jest on „młodzikiem", jak pan powiada, czy też starcem, jakim jest pan, który usiłuje rozerwać się cudzym kosztem, naraża się na mordercze ryzyko, sir; na to, że poskrobią go tam, gdzie najmniej by tego pragnął.
Mały Nutter, choć poważny i na ogół milczący, nie dawał się wodzić za nos i bynajmniej nie miał zamiaru ustąpić przed awanturnikiem. Prawdę powiedziawszy, nie miał najmniejszego pojęcia, dlaczego młody człowiek właśnie jego wybrał za przedmiot swych niegrzecznych docinków; lecz nie zamierzał tego dochodzić. Jego twarz o mahoniowej cerze jeszcze bardziej pociemniała i dziko błysnął białkami oczu.