Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 56
VIII
JAK DOKTOR TOOLE I KAPITAN DEVEREUX WYRUSZYLI, BY SPEŁNIĆ SWĄ MISJĘ W BLASKU KSIĘŻYCA
Niemal tuzin gentlemenów wdało się natychmiast w zażartą dyskusję. Nuttera ogarnęła dzika pasja, lecz będąc człowiekiem małomównym, okazywał gniew głównie wyrazem twarzy. Stał zwrócony plecami do kominka, z nogami szeroko rozstawionymi, rękoma schowanymi głęboko w kieszeniach surduta i piersią wyzywająco wypiętą, wciągając nosem powietrze w stanie silnego napięcia, a tak podobny do olbrzyma — który zwąchawszy krew Irlandczyka, przysięga „Fi! Fo! Fam!!", że mógłby „zjeść go na wieczerzę tej nocy" — jak tylko szanowny niski człowiek o pięciu stopach i sześciu calach wzrostu podobnym być może.
— Nikt z korpusu nie może być pańskim sekundantem, Nutter — powiedział kapitan Cluffe — i bez tego będzie dość ciężka sprawa z Puddockiem i O'Flahertym; lecz, na Jowisza, jeśli ktokolwiek z nas zostałby pana sekundantem, generał zrobiłby z tego bardzo poważną historię.
— Toole, a może pan by mógł? — zapytał Devereux.
— Nie ma mowy — odpowiedział Toole przymykając oczy, marszcząc brwi i potrząsając głową. — Dla nikogo nie zrobiłbym tego chętniej, Nutter wie o tym, lecz nie mogę, odmawiałem zbyt często; poza tym, będziecie mnie, panowie, potrzebowali jako fachowca, rozumie pan; Sturk musi być jutro obecny przez cały dzień na przesłuchaniu w związku ze sprawą Szpitala Królewskiego — lecz, niech mnie diabli porwą, w czym tkwi trudność? Phi! Na pewno jest mnóstwo ludzi pod ręką. Niech no, niech no chwilkę pomyślę.
— Wszystko mi jedno, kto — powiedział Nutter z zimnym okrucieństwem — byleby umiał naładować pistolet.
— Tom Forsythe byłby doskonały, gdyby był w domu — powiedział ktoś.
— Lecz nie jest — zauważył Cluffe.
— Dobrze — rzekł Toole z przymilną nutą w głosie, zbliżając się do Devereux — spróbujmy poprosić Loftusa.
:— Dana Loftusa! — wykrzyknął Devereux.
JAK DOKTOR TOOLE I KAPITAN DEVEREUX WYRUSZYLI, BY SPEŁNIĆ SWĄ MISJĘ W BLASKU KSIĘŻYCA
Niemal tuzin gentlemenów wdało się natychmiast w zażartą dyskusję. Nuttera ogarnęła dzika pasja, lecz będąc człowiekiem małomównym, okazywał gniew głównie wyrazem twarzy. Stał zwrócony plecami do kominka, z nogami szeroko rozstawionymi, rękoma schowanymi głęboko w kieszeniach surduta i piersią wyzywająco wypiętą, wciągając nosem powietrze w stanie silnego napięcia, a tak podobny do olbrzyma — który zwąchawszy krew Irlandczyka, przysięga „Fi! Fo! Fam!!", że mógłby „zjeść go na wieczerzę tej nocy" — jak tylko szanowny niski człowiek o pięciu stopach i sześciu calach wzrostu podobnym być może.
— Nikt z korpusu nie może być pańskim sekundantem, Nutter — powiedział kapitan Cluffe — i bez tego będzie dość ciężka sprawa z Puddockiem i O'Flahertym; lecz, na Jowisza, jeśli ktokolwiek z nas zostałby pana sekundantem, generał zrobiłby z tego bardzo poważną historię.
— Toole, a może pan by mógł? — zapytał Devereux.
— Nie ma mowy — odpowiedział Toole przymykając oczy, marszcząc brwi i potrząsając głową. — Dla nikogo nie zrobiłbym tego chętniej, Nutter wie o tym, lecz nie mogę, odmawiałem zbyt często; poza tym, będziecie mnie, panowie, potrzebowali jako fachowca, rozumie pan; Sturk musi być jutro obecny przez cały dzień na przesłuchaniu w związku ze sprawą Szpitala Królewskiego — lecz, niech mnie diabli porwą, w czym tkwi trudność? Phi! Na pewno jest mnóstwo ludzi pod ręką. Niech no, niech no chwilkę pomyślę.
— Wszystko mi jedno, kto — powiedział Nutter z zimnym okrucieństwem — byleby umiał naładować pistolet.
— Tom Forsythe byłby doskonały, gdyby był w domu — powiedział ktoś.
— Lecz nie jest — zauważył Cluffe.
— Dobrze — rzekł Toole z przymilną nutą w głosie, zbliżając się do Devereux — spróbujmy poprosić Loftusa.
:— Dana Loftusa! — wykrzyknął Devereux.
www.przeprosprezydenta.pl



