Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 57
— Dana Loftusa — powtórzył mały doktor cokolwiek rozdrażniony — zważcie, jest już jedenasta godzina. Z pewnością nie jest on najlepszy, lecz cóż lepszego możemy teraz znaleźć?
Allons donc! — powiedział z ironicznym uśmiechem Devereux, wzruszając ramionami i wkładając trójgraniasty kapelusz. Doktor wybiegł za nim.
— Skąd, u licha, wziął się ten Irlandczyk O'Flaherty? — zagadnął poufale Cluffe starego majora O'Neilla.
— Z Connaught — odpowiedział major z ponurym uśmiechem, ponieważ sam pochodził z tej prowincji i, być może, był po trosze dumny ze swego ziomka.
— Toole mówi, że ma dobre koligacje — ciągnął Cluffe — lecz, na Jowisza, nigdy nie widziałem tak szalonego Irlandczyka; to wcielony diabeł.
— Nie mogłem pojąć, czemu przyczepił się do pana Nuttera — zauważył major z nikłym uśmiechem.
— Uwolnię od niego miasto — wypalił Nutter i zaklął, łypiąc okiem na klamry własnych butów i stukając z cierpką miną obcasem w podłogę.
— Jeśli pragniecie podjąć jakieś drastyczne kroki, panowie, wolałbym raczej o nich nie wiedzieć — powiedział przezorny, spokojny major — gdyż generał, jak wiecie, zajął surowe stanowisko w tego rodzaju sprawach; a jako że minęła już godzina, gdy zwykle udaję się na spoczynek, życzę wam, panowie, dobrej nocy, — I major wyszedł.
— Na Boga, jeśli temu irlandzkiemu ochotnikowi rodem z Connaught wolno jest uprawiać tutaj swój proceder podrzynania ludziom gardeł na oślep, będzie
to 'tylko wielce pożyteczna usługa — zakończył Cluffe, który, aczkolwiek był rześkim młodym człowiekiem w wieku czterdziestu ośmiu lat, nie miał specjalnej ochoty zostać zastrzelonym. — Uważam, że generał powinien wziąć sprawę w swoje ręce...
— Nie wcześniej, niż ja się tym zajmę — 'mruknął Nutter.
— I wysłać tego młodzieńca do domu w Connaught — dokończył Cluffe.
— Najpierw ja go wyślę gdzie indziej — powiedział