Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 58
Nutter, nawiązując do dobrze znanej alternatywy Lorda Protektora.
Mały, rumiany doktor Toole w swej wielkiej peruce i „Cygan" Devereux udali się pod dom Loftusa w poszukiwaniu sekundanta dla owego rycerza, który stał we frontowym saloniku gospody „Pod Feniksem" dysząc pragnieniem walki. Przystanąwszy pod gołym niebem w blasku szczwanego staruszka-księżyca, ujrzeli czerwone migocące światełko w uśpionym oknie tegoż gentlemana.
— Nie śpi jeszcze — powiedział Devereux, zbliżając się do drzwi wejściowych z nonszalancją właściwą wojskowym.
— Tss! — syknął Toole, chwytając go za szarfę i odciągając do tyłu — nie możemy robić hałasu. Dom jest uśpiony. Niech pan zda się na mnie, sam się z tym uporam.
Wziął garść żwiru, lecz źle obliczywszy odległość, rzucił nim w okno sypialni starego Toma Droughta.
— Niech licho porwie tę nędzną kreaturę — szepnął Toole gwałtownie — zawsze wchodzi w drogę; ostatni człowiek w mieście, którego bym... ale nieważne — kamyczek lepiej tym razem wycelowany poleciał w górę i uderzył prosto w okno Loftusa; deszczyk rozbitego szkła spadł z brzękiem na ulicę.
— A niech pana, Toole! — powiedział Devereux. — Zerwie pan na nogi całe miasto.
— Do diabła z tą szybą cienką jak papier! — zaklął Toole pod nosem.
— Loftus, przyszliśmy do pana — zawołał głośnym szeptem Toole zwijając dłonie w trąbkę, gdy rozwichrzona głowa uczonego, do złudzenia przypominająca ptasie gniazdo, ukazała się w oknie.
— Kogucie Loftusie, zejdź pan na dół, słyszysz?. — ponaglał Devereux.
— Doktor Toole i porucznik Devereux... ja... ja... Boże kochany! Tak. Panowie, wasz pokorny sługa — wyszeptał Loftus bezmyślnie i wykonując ukłon, stuknął głową o framugę okna. — Za chwilkę zejdę, panowie.
Po czym ptasie gniazdo zniknęło.
Toole i Devereux cofnęli się nieco i skryli w cieniu padającym od budynków po przeciwnej stronie ulicy, gdyż w tej samej chwili jakaś ciemna zjawa, -którą (przypuszczalnie był stary Drought w nocnej koszuli, ukazała się w oknie