Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 60
ulicy, gotowego umrzeć ze śmiechu, z niczego, na Jowisza! — zaklął Toole z głęboką odrazą — i... i... och! Niech to diabli! To wszystko jest stekiem bzdur. Sir! Jeśli nie mógł pan utrzymać powagi przez pięć minut, nie powinien był pan wcale przychodzić. Lecz po cóż ja mam się martwić? To sprawa Nuttera, nie moja.
— I dobrze się stało dla niego, że nam się nie udało. Czy widział pan kiedy takiego fajtłapę? Byłby zastrzelił siebie i Nuttera z całą pewnością. Jest jednak jeszcze jedna możliwość: zapomnieliśmy o Klubie Słowaka, jego członkowie są jeszcze o tej porze w „Feniksie".
— Och, sir! Są to wyłącznie krawcy i handlarze jarzynami — rzekł Toole wielce urażony.
— Są jednak 'między nimi dwa lub trzy dobre nazwiska — odparł Devereux.
Tymczasem znaleźli się już na progu gospody „Pod Feniksem".
— Larry — zawołał Devereux do kelnera — Klub Słowika jest jeszcze tutaj, prawda? — i spojrzał na wielkie drzwi tylnej izby.
— Niech mnie kule biją! Kapitanie, rzec by tak można — odparł Larry, mrugnąwszy okiem i szczerząc zęby z nadzwyczajnej uciechy.
— Słuchaj, Larry — powiedział Toole wyniośle — mówimy w tej chwili poważnie; powiedz więc po prostu, czy jest tutaj któryś z gentlemenów, teraz, rozumiesz — czy dobrze mnie zrozumiałeś?
Larry mrugnął okiem, tym razem było to poważne mrugnięcie. Spuścił wzrok ku podłodze, później spojrzał na ozdobny fryz pod sufitem i...
— Dobrze — powiedział — szczerze mówiąc, w tej chwili, pół godziny temu, widzi pan, było inaczej, jedynym gentlemanem, którego mógłbym z całą odpowiedzialnością polecić panu jako całkowicie trzeźwego, jest pan Macan z Petticoat Lane.
— Czy prowadzi interes? — spytał Toole.
— Czy ma sklep? — dodał Devereux.
— Sklep! Dwa sklepy! To wielki człowiek w branży sklepikarskiej — odparł Larry.
— Hm! Nie jest to dokładnie to, czego potrzebujemy — odezwał się Toole.