Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 62
IX
JAK ZNALEZIONO GIERMKA DLA RYCERZA O SMĘTNYM OBLICZU
 
Gdy doktor Toole wyrzekał z powodu doznanego rozczarowania, nie miał pojęcia, jak dalece cała sprawa mogła spalić na panewce na skutek jego rozmowy z Loftusem. Nie miał również pojęcia, jak bardzo ten szacowny młodzian był przerażony jego propozycją. Gdy Toole odszedł fukając ze złością, nie życząc mu dobrej nocy i czyniąc uwagi, w których słowa „stara baba" słychać było bardzo wyraźnie, Loftus pozostał sam w blasku księżyca, w stanie silnego wzburzenia i bolesnej rozterki. Było tak późno, iż bał się zakłócać spokój doktorowi Walsinghamowi czy generałowi Chattesworthowi. Lecz nagle dała się słyszeć przytłumiona melodia pieśni — nie bachanckiej, lecz sentymentalnej — coś o Dafne i sielankowym kochanku — która to melodia z trudem przedostawała się przez okiennice obok zielonych drzwi domu nie opodal, i Dan natychmiast przypomniał sobie o ojcu Roach. Na odgłos jego śmiałego pukania do okna ucichła pieśń i otworzyła się okiennica. Gdy ksiądz, wyjrzawszy przez okno, ujrzał Dana Loftusa w jego dezabilu, pomyślał zapewne, iż była to jakaś zjawa z pobliskiego cmentarza.
Mimo to jego wielebność wyszedł i stanął na stopniach schodów owiany szpitalną wonią gotowanych kości, cytryn
i alkoholu i ściskając serdecznie dłoń swego gościa — nie żywił doń bowiem urazy i całkiem przebaczył mu ową wielkopostną śpiewkę, kładąc wszystko tylko na karb niefortunnego „zbiegu okoliczności", usiłował zaciągnąć go do saloniku, gdzie, jak mu powiedział, skrył się „szlachetny jego przyjaciel". Był nim „dopiero co przybyły Pat Mahony z okolic Killarney — człowiek bywały i światowy, a także wspaniały śpiewak".
Lecz Dan oparł się zaproszeniu i w sieni z przejęciem opowiedział szeptem całe wydarzenie. Ksiądz otworzył usta na kształt małej, okrągłej, śmiesznej literki „o", przez którą wciągał głęboko powietrze, unosząc w górę brwi i wodząc z wolna wokół oczami.
— Pojedynek! I to właśnie Nutter, najmniej skłonny do