Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 63
tego z wszystkich ludzi na ziemi! Choć często słyszałem, że był świetnym strzelcem i doskonałym szermierzem w młodości, a i myśliwym także — och, do licha. Może pan jeszcze i teraz się o tym (przekonać, myśliwym do szpiku kości — nieco ciszej dodał. — A kim jest ten drugi?
— Porucznik O'Flaherty.
Jego wielebność gwizdnął cicho.
— To chłopiec rodem z bitnego hrabstwa — z Galway. Chciałbym, żeby pan ich widział w czasie wyborów. Cóż, nie ma końca przyjemnościom (widząc nagłą zmianę w obliczu Loftusa), mam na myśli, oczywiście, przyjemność powstrzymania ich od tego kroku. Ma się rozumieć, pan ich chce powstrzymać? I ja również, mój drogi. Więc dobrze, niechże się pan teraz wstrzyma nieco. Musimy mieć oczy szeroko otwarte. Nie śpieszmy się, bądźmy łagodni jak węże i przemyślni jak gołębice. No cóż, chwalebna to rzecz bez wątpienia nie dopuścić do pojedynku, przeciwstawiając się czynnie, choć znałem wypadki, moje drogie dziecko, gdy udaremnienie zwykłego pojedynku stało się przyczyną pół tuzina następujących w tej samej okolicy, i to z przyczyny tejże samej kłótni, proszę sobie wyobrazić! Choć, oczywiście, mówię to ot tak, ni w pięć, ni w dziewięć, mój drogi chłopcze! Lecz powiedzmy, że sprawa pojedynku upada sama z siebie (w tym miejscu szelmowskie mrugnięcie) w sposób naturalny, łagodny i dogodny, podczas gdy interwencja dałaby jedynie odwrotny skutek i jeszcze bardziej zachęciła do odbycia pojedynku, rozumie pan, proszę więc po prostu rozważyć, jak sprawy stoją, mój drogi. Proszę pozostawić to mnie — i zapamiętać moje słowa — pojedynek nie może się odbyć bez sekundanta. Oficerowie odmówili, Toole również, pan się tego nie podejmie, a jest już zbyt późna pora, by szukać sekundanta w mieście. Założę  się, że nie dojdzie do niczego. Zaufaj mi, Danie Loftusie, trzeba pozostawić sprawy własnemu biegowi. Jestem starym, doświadczonym obserwatorem, który zna ich sztuczki i ma oczy otwarte. Idź do łóżka i pozostaw ich mnie, a otrzymają mata, zanim pojmą, jak to uczyniliśmy.
Dan wahał się nadal.
— Ha! Idź do łóżka, drogi Danie Loftusie, minęła jedenasta. Są już w nielada kłopocie, więc pozwól mnie, który się na tym znam, załatwić resztę.