Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 64
— Dobrze, sir, składam w ręce waszej wielebności całą tę sprawę. Wiem, że mógłbym przez mój brak doświadczenia uczynić coś złego.
I tak złożyli sobie nawzajem życzenia dobrej nocy, a Loftus wspiął się po schodach na swoje poddasze, przyciął knot świecy i ponownie zagłębił się w sprawy sprzed dwu tysięcy lat.
— Rzecz jest poważna — rzekł ksiądz rozprostowując obie dłonie; na jego obliczu malowała się wojownicza powaga; zamknął drzwi za sobą z pomocą, jak to nazywał, „wierzgnięcia krowy". — Pojedynek, mój drogi Pat, ni mniej, ni więcej; obawiam się, że poleje się krew.
Pan Mahony, który zapalił fajkę w czasie nieobecności gospodarza, wyjął wonny cybuch spomiędzy swych szerokich warg, które rozchylił z wyrazem przyjemnego oczekiwania. Podobnie bowiem jak inni gentlemeni z jego epoki — i, muszę przyznać, wielu jowialnych duchownych mego wyznania, a także wyznania poczciwego ojca Roacha — uważał walkę i wszystko, co się z nią wiązało, po prostu za najwyższy rodzaj rozrywki. Nie znaczy to bynajmniej, by szacowny ojciec przyznawał się do takich upodobań, przeciwnie, głos i oczy, jeśli nie ręce, zawsze podnosił protestując przeciw tym krwawym poczynaniom i nie było prawie w bliskim sąsiedztwie pojedynku, przy którym ksiądz dobrodziej nie byłby obecny w charakterze, jak mówił, „nie upoważnionego, lecz gorącego, choć, jak się obawiał, bezskutecznego orędownika pokoju". Miał wówczas zwyczaj wygłaszać krótkie maksymy o pojednaniu, chrześcijańskim braterstwie i wyrozumiałości, nawołując do zapomnienia i przebaczenia, załamując ręce przy każdym kolejnym strzale. Należy to również powiedzieć uczciwie, że grał rolę dobrego samarytanina wobec rannych, dla których zielone drzwi jego domu były zawsze otwarte, a balsam słów pocieszenia i wino z jego najlepszej beczki nigdy nie przestawały płynąć.
— Pat, moje dziecko — powiedział jego wielebność — ten Nutter to prawdziwy diabeł — w każdym razie był nim pod każdym względem. Trudno będzie dać sobie z nim radę, nawet jeśli wszystko pójdzie gładko, obawiam się, lecz jeśli każe mu się tam czekać, gniew jego dojdzie do stanu wrzenia, a nie mając naturalnego ujścia dla swych uczuć ani