Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 68
dliwe, rozpróżniaczone, pijane stworzenie; zrobiłeś to umyślnie, ty stara niedołężna hieno; to już trzeci pojedynek, w który wpakowałeś swego pana; lecz jeśli stracę życie, nigdy nie dostaniesz swej zapłaty — nawet złamanego pensa — w tym cała moja pociecha. Tak, sorr! To już po raz trzeci muszę przez ciebie plamić ręce ludzką krwią, nie wiem, czy jest to złośliwość, czy też jedynie głupota z twojej strony. Och! — krzyknął jeszcze gwałtowniej potrząsając nieszczęśnikiem — chciałbym mieć pewność, że była to złośliwość, rozniósłbym cię wówczas na szabli i upiekł żywcem na ogniu. Nie mogę tego dociec, czyż to nie pech, mój drogi Puddocku. — Trzymał wciąż małego służącego za kołnierz lewą ręką, prawą zaś wyciągnął do Puddocka. — Lecz ja zawsze jestem igraszką losu, stale spotykają mnie mniejsze lub większe niepowodzenia. Jeśli kiedykolwiek trzeba poprowadzić do stołu leciwą damę lub zatańczyć z brzydką dziewczyną, lub jeśli ktoś ma zostać przez pomyłkę zabity, któż ma to wszystko zrobić, jeśli nie zawsze i stale biedny Hiacynt O'Flaherty (łzy). Mówię panu, Puddock — ciągnął dalej, zapominając o gniewie i puszczając więźnia w przypływie wzniosłego patosu swych słów (Francuz uciekł w mgnieniu oka) — byłem jedynym człowiekiem w naszym pułku, który nabawił się w Cork ospy, kiedy choroba ta szerzyła się wśród dzieci, niech je licho porwie — ja, który omal nie zmarłem na ospę w wieku niemowlęcym. I to ja byłem jedynym oficerem pułku — wówczas gdy stacjonowaliśmy w Atlone — któremu przeszkodzono w pójściu po wyścigach na bal, a nie wyrzekłbym się go nawet za sto funtów. Miałem zatańczyć pierwszego menueta i pierwszy taniec ludowy z piękną istotką, panną Różą Cox. Właśnie sporządzałem sobie szklaneczkę ponczu z whisky — czułem się nieco nieswojo — ubierałem się i w ogóle przygotowywałem w swym pokoju, kiedy to chorąży Higgins, bezmyślny młody człowiek, wyraził się bez szacunku o ślicznym pieprzyku, który ta dama miała na brodzie; doprawdy, sir, niech trupem padnę, nazwał go brodawką, za przeproszeniem! i tak wielce mnie to poruszyło, że upuściłem sobie na kolana dzbanek wrzątku; niech się pan wczuje w moje położenie, mój drogi Puddocku. Dzbanek pękł, a ja poparzyłem się — od miejsca powyżej kolan aż do ostatniej kosteczki obu dużych palców stóp — i doprawdy myślałem, że osza-