Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 69
leję. Przez ten wypadek ominął mnie bal. Och, ho, to szczera prawda! Biedny Hiacynt O'Flaherty! — i mówiąc to zapłakał.
— Widzi pan, poruczniku O'Flaherty — zaseplenił Puddock, coraz bardziej się niecierpliwiąc — nie wiemy, kiedy sekundant pana Nuttera może prosić o rozmowę i... ee... wyznać muszę, że wciąż niezupełnie pojmuję przyczyny nieporozumienia między panami i dlatego też...
— A gdzież, u diabła, podział się ten łotr, ta mała francuska łasica? — wykrzyknął O'Flaherty, teraz dopiero uprzytomniwszy sobie, że jego więzień umknął. — Kokang Modate! Słyszysz mnie, Kokang Modate! — krzyknął.
— Ależ, doprawdy, szir, muszi pan być tak dobry i wyjasznić mi, wyjasznić mi, szir, dokładnie, ee... przyczynę owej nieszczęsnej żwady, na czym właściwie polegała żniewaga, szir, w przeciwnym bowiem razie...
— Przyczynę! Zapewne. Wiele przyczyn. Nigdy jeszcze nie pojedynkowałem się, Puddock, mój przyjacielu — a to będzie mój dziewiąty pojedynek — bez przyczyny. W Cork mówili, słyszałem, że jestem kłótliwy; kłamali, nie jestem kłótliwy, chcę jedynie pokoju, spokoju i sprawiedliwości; nie znoszę kłótliwych ludzi. Mówię panu, Puddock, jeślibym tylko wiedział, gdzie znaleźć kłótliwego typa, niech mnie kule biją, zboczyłbym z drogi pięćdziesiąt mil, aby utrzeć mu nosa. Oni łgali, Puddock, mój drogi chłopcze, i dałbym dwadzieścia funtów w tej sekundzie, aby mieć ich przed sobą tu, w tym pokoju, i powiedzieć im, jak plugawie łgali.
— Bez wątpienia, szir — rzekł Puddock — lecz jeszli pan pozwoli, naprawdę muszę użyszkać wyraźną odpowiedź na moje...
— Wynoś się stąd, sorr — zagrzmiał O'Flaherty, tupnąwszy z wściekłością nogą w podłogę na widok bojaźliwie pojawiającego się w progu owego coquin maudit (francuszczyzna O'Flaherty'ego ograniczała się do tych dwóch, i to przekręconych wyrazów), który posłusznie stawił się na taką właśnie formę wezwania swego pana. — Inaczej zacznę ciskać w twą głowę wszystkimi rzeczami znajdującymi się w tym p-p-oo-oo-kooju (monsieur zniknął ponownie). Do pioruna! Jeśli wiedziałbym, że on jest wszystkiemu winien, wy-
— Widzi pan, poruczniku O'Flaherty — zaseplenił Puddock, coraz bardziej się niecierpliwiąc — nie wiemy, kiedy sekundant pana Nuttera może prosić o rozmowę i... ee... wyznać muszę, że wciąż niezupełnie pojmuję przyczyny nieporozumienia między panami i dlatego też...
— A gdzież, u diabła, podział się ten łotr, ta mała francuska łasica? — wykrzyknął O'Flaherty, teraz dopiero uprzytomniwszy sobie, że jego więzień umknął. — Kokang Modate! Słyszysz mnie, Kokang Modate! — krzyknął.
— Ależ, doprawdy, szir, muszi pan być tak dobry i wyjasznić mi, wyjasznić mi, szir, dokładnie, ee... przyczynę owej nieszczęsnej żwady, na czym właściwie polegała żniewaga, szir, w przeciwnym bowiem razie...
— Przyczynę! Zapewne. Wiele przyczyn. Nigdy jeszcze nie pojedynkowałem się, Puddock, mój przyjacielu — a to będzie mój dziewiąty pojedynek — bez przyczyny. W Cork mówili, słyszałem, że jestem kłótliwy; kłamali, nie jestem kłótliwy, chcę jedynie pokoju, spokoju i sprawiedliwości; nie znoszę kłótliwych ludzi. Mówię panu, Puddock, jeślibym tylko wiedział, gdzie znaleźć kłótliwego typa, niech mnie kule biją, zboczyłbym z drogi pięćdziesiąt mil, aby utrzeć mu nosa. Oni łgali, Puddock, mój drogi chłopcze, i dałbym dwadzieścia funtów w tej sekundzie, aby mieć ich przed sobą tu, w tym pokoju, i powiedzieć im, jak plugawie łgali.
— Bez wątpienia, szir — rzekł Puddock — lecz jeszli pan pozwoli, naprawdę muszę użyszkać wyraźną odpowiedź na moje...
— Wynoś się stąd, sorr — zagrzmiał O'Flaherty, tupnąwszy z wściekłością nogą w podłogę na widok bojaźliwie pojawiającego się w progu owego coquin maudit (francuszczyzna O'Flaherty'ego ograniczała się do tych dwóch, i to przekręconych wyrazów), który posłusznie stawił się na taką właśnie formę wezwania swego pana. — Inaczej zacznę ciskać w twą głowę wszystkimi rzeczami znajdującymi się w tym p-p-oo-oo-kooju (monsieur zniknął ponownie). Do pioruna! Jeśli wiedziałbym, że on jest wszystkiemu winien, wy-
www.przeprosprezydenta.pl



