Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 7
na powrót do grobu, a mój wuj odpowiedział na ich powitanie smutnym uśmiechem i pełną ubolewania życzliwością, poza którą nigdy się nie posunął w tym uroczystym miejscu.
Miał zwyczaj troszczyć się pieczołowicie o kości wykopane przez kościelnego i czekał zawsze z wielkim skupieniem, póki, po odczytaniu modlitwy żałobnej, nie ujrzał, że zostały one ostrożnie złożone na powrót, najbliżej, jak się dało, miejsca ich dawnego spoczynku; i ganił poważną reprymendą czczą ciekawość lub brak należnej powagi, co wszyscy szanowali. Dla tej właśnie przyczyny, gdy tylko się ukazał, czaszka została — jak powiadają w Irlandii — „upuszczona jak gorący ziemniak", a grabarz chwycił żwawo za łopatę.
— Och, wuju Charlesie — powiedziałem, biorąc go za rękę i prowadząc do stóp grobu — jaką wspaniałą czaszkę odkopano! Jest przeszyta kulą na wylot, a do tego rozłupana pogrzebaczem.
— Prawdę mówi, wasza wielebność; ktokolwiek by to był, zamordowali go dwa razy; pokój jego duszy. — To mówiąc kościelny, który niemal ukończył już swą pracę, ponownie wynurzył się z grobu, aby z przesadnym ożywieniem podnieść brunatny relikt i z wielką czcią, przez wzgląd na niego zacnego wuja, obrócić go dokoła osi przed oczyma wikarego, który przyjrzał się czaszce badawczo z pewnej odległości, z czymś w rodzaju melancholijnej odrazy.
— Tak, Lemuelu — powiedział mój wuj, wciąż trzymając mnie za rękę — było to bez wątpienia morderstwo; tak, z pewnością! Prócz tego strzału w głowę otrzymał dwa ciężkie ciosy.
— To nie była kula z pistoletu, sir; dziura jest jak od kartacza — powiedział jakiś stary człowiek tuż za plecami mego wuja; ubrany był w trójgraniasty kapelusz weterana, getry i długą, starą jak świat czerwoną kurtkę; mówił szorstkim, ochrypłym głosem i uśmiechał się ponuro z pewną powściągliwością.
Serce zabiło mi mocniej i odsunąłem się trochę na bok, by mógł łatwiej zbliżyć się do mego wuja; miałem nadzieję, że, być może, nieznajomy rzuci nieco światła na historię tej szczególnej czaszki. Starzec miał szare, szczurze oko — drugie ukryte było pod czarną opaską, a spod owej opaski
Miał zwyczaj troszczyć się pieczołowicie o kości wykopane przez kościelnego i czekał zawsze z wielkim skupieniem, póki, po odczytaniu modlitwy żałobnej, nie ujrzał, że zostały one ostrożnie złożone na powrót, najbliżej, jak się dało, miejsca ich dawnego spoczynku; i ganił poważną reprymendą czczą ciekawość lub brak należnej powagi, co wszyscy szanowali. Dla tej właśnie przyczyny, gdy tylko się ukazał, czaszka została — jak powiadają w Irlandii — „upuszczona jak gorący ziemniak", a grabarz chwycił żwawo za łopatę.
— Och, wuju Charlesie — powiedziałem, biorąc go za rękę i prowadząc do stóp grobu — jaką wspaniałą czaszkę odkopano! Jest przeszyta kulą na wylot, a do tego rozłupana pogrzebaczem.
— Prawdę mówi, wasza wielebność; ktokolwiek by to był, zamordowali go dwa razy; pokój jego duszy. — To mówiąc kościelny, który niemal ukończył już swą pracę, ponownie wynurzył się z grobu, aby z przesadnym ożywieniem podnieść brunatny relikt i z wielką czcią, przez wzgląd na niego zacnego wuja, obrócić go dokoła osi przed oczyma wikarego, który przyjrzał się czaszce badawczo z pewnej odległości, z czymś w rodzaju melancholijnej odrazy.
— Tak, Lemuelu — powiedział mój wuj, wciąż trzymając mnie za rękę — było to bez wątpienia morderstwo; tak, z pewnością! Prócz tego strzału w głowę otrzymał dwa ciężkie ciosy.
— To nie była kula z pistoletu, sir; dziura jest jak od kartacza — powiedział jakiś stary człowiek tuż za plecami mego wuja; ubrany był w trójgraniasty kapelusz weterana, getry i długą, starą jak świat czerwoną kurtkę; mówił szorstkim, ochrypłym głosem i uśmiechał się ponuro z pewną powściągliwością.
Serce zabiło mi mocniej i odsunąłem się trochę na bok, by mógł łatwiej zbliżyć się do mego wuja; miałem nadzieję, że, być może, nieznajomy rzuci nieco światła na historię tej szczególnej czaszki. Starzec miał szare, szczurze oko — drugie ukryte było pod czarną opaską, a spod owej opaski
www.przeprosprezydenta.pl



