Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 71
właśnie do niego, który już przedtem odbył dwa pojedynki, oba z powodu kotów: jeden z jakimś szkockim szlachcicem, któremu zarzucił kłamstwo, gdyż ten twierdził, iż kucharze francuscy potrafią tak przyrządzić duszonego kota, że nie można go odróżnić od zająca; a drugi pojedynek zaraz po tym z porucznikiem Rugge z Wojennej Marynarki Królewskiej, który podał dla żartu duszone mięso kota, i dopiero gdy mój kuzyn Art zjadł je, jak przystało, tamten pokazał mu ogon i pazury. Dobrze, że nie umarł od tego. Nic dziwnego, że poczuł się obrażony moim zaproszeniem, choć na honor żołnierza i gentlemana, niech mnie żywcem wsadzą do garnka i uduszą, Puddock, mój drogi, jeśli miałem najmniejszy zamiar uczynić mu najdrobniejszy nawet afront.
— Zaczynam wątpić, sir — wykrzyknął Puddock — czy otrzymam od pana wyjaśnienie, bez którego na nic zdadzą się moje wysiłki przyjścia panu z pomocą; raz jeszcze usilnie pana proszę o wytłumaczenie mi, co to za zniewaga, na którą się pan uskarża?
— Nie wie pan, doprawdy, pan nie wie? — rzekł O'Flaherty, utkwiwszy w nim poważny, przebiegły, pijany wzrok.
— Mówię panu, że nie, szir — odparł Puddock.
— I chce pan przez to powiedzieć, że nie słyszał pan niewybrednych dowcipów tego grubiańskiego jegomościa, Nuttera?
— Dowcipów! — powtórzył Puddock z ogromnym zdumieniem — ależ przebywam w tym mieście przeszło pięć lat i przez ten cały czas nigdy nie słyszałem, aby Nutter powiedział choć raz jakiś dowcip. I na mą duszę, nie sądzę, aby potrafił to uczynić, choćby nawet się starał, doprawdy nie sądzę, poruczniku O'Flaherty, na honor!
— A bodaj to, sir, cóż mogę na to poradzić? — wykrzyknął O'Flaherty znowu popadając w patos.
— Poradzić na co? — spytał Puddock.
O'Flaherty ujął go za rękę i wpatrując się w jego twarz z ckliwą, przyćmioną czułością, rzekł:
— Absaloma schwytano za włosy na głowie, tak było, Puddock, długie włosy czy krótkie, czy (czkawka) brak włosów, czyż to nie  sprawa natury, pytam pana, mój drogi Puddocku, czyż nie tak?
Znów zaczął ronić łzy, które popłynęły szparko.
— Cicero i Juliusz Cezar, obaj byli tak łysi jak to —