Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 73
mamrocząc niesamowite obelgi, rzucając i machając na wszystkie strony głową przy każdej zmianie kierunku spaceru i okazując w ten sposób, jak bardzo był wytrącony z równowagi.
— Wejdź, sorr! — zagrzmiał O'Flaherty w odpowiedzi na pukanie, otwierając drzwi kluczem i spodziewając się ujrzeć swego „przewrotnego, francuskiego diabła". Był to wszakże wysoki, otyły nieznajomy, ubrany w strój dość krzykliwy, choć nieco przybrudzony, w czarnej peruce i z rozbawionym czerwonym obliczem o wydatnej brodzie i szczęce.
O'Flaherty złożył wielce uroczysty ukłon, zapominając całkiem o swej obnażonej łysince na czubku głowy; a Puddock, raczej speszony, stał trzymając w jednej ręce świecę, a w drugiej „skalp" O'Flaherty'ego.
— Pan przybywa, sir, jak sądzę, od pana Nuttera — rzekł O'Flaherty z wyniosłą grzecznością. — Oto, sir, mój sekundant, porucznik Puddock z Irlandzkiej Artylerii Królewskiej, który czyni mi zaszczyt i wspomaga swą radą, i...
Gdy wyciągnął rękę w kierunku Puddocka, spostrzegł swą peruczkę dyndającą w dłoni tamtego i nagle zaniemówił. Poklepał się po swej łysej czaszce, a następnie w podnieceniu usiłował pociągnąć za ów przedmiot, nie dosięgnął go wszelako, więc z jakimś irlandzkim przekleństwem na ustach zniknął za kotarą łóżka.
— Żechce pan łaszkawie przejść do tamtego pokoju, szir — zaseplenił uroczyście i z godnością Puddock, wymachując przy tym skalpem O'Flaherty'ego w kierunku drzwi — Puddock bowiem nigdy nie poniżył się do ukrywania czegokolwiek i będąc prawdziwym i prostodusznym gentlemanem, nie wstydził się swych czynów czy słów ani też nie obawiał się dwuznacznych sytuacji — a ja będę miał zaszczyt udać się za panem.
— Niech mi pan t o poda — dał się słyszeć gwałtowny szept zza kotary.
Puddock wnet zrozumiał i zwrócił O'Flaherty'emu jego skarb.
Poufna narada w salonie nie była ani nudna, ani też w istocie tajna, gdyż każdy obeznany z językiem dyplomatycznym używanym przy załatwianiu tego rodzaju spraw mógł dowiedzieć się przebywając w przedpokoju lub nawet w sieni — tak potężny był głos nieznajomego —
  iż nie było