Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 74
mowy o innym sposobie załatwienia sprawy niż przez pojedynek, który miał się odbyć, jak uzgodniono, w południe dnia następnego na łące Piętnaście Akrów.
 
XI
SŁÓW KILKA O NAWIEDZONYM DOMOSTWIE, BĘDĄCYCH — JAK MNIEMAM — LI TYLKO BAJANIEM STARYCH KOBIET

Stara Sally zawsze towarzyszyła swej młodej pani, gdy ta przygotowywała się do snu, choć Lilias bynajmniej nie potrzebowała pomocy — schludność bowiem oraz pogodna skwapliwość w wykonywaniu wszelkich czynności leżały w jej usposobieniu — i dlatego tylko trudziła poczciwą starą nianię, by powstrzymać ją od myśli, że się starzeje i staje bezużyteczna.
Sally na swój spokojny sposób była gadatliwa i miała w zanadrzu różnego rodzaju stare jak świat opowieści o cudach i przygodach, których słuchając Lilias często w miłym nastroju zapadała w sen. Nie trzeba się było bowiem obawiać żadnego niebezpieczeństwa, gdy stara Sally siedziała przy kominku robiąc na drutach, a dobiegający z dołu słaby, przytłumiony hałas, który czynił proboszcz wdrapując się na krzesła, jak to miał zwyczaj robić, zdejmując książki i ponownie kładąc je na górne półki w gabinecie pod sypialnią Lilias, świadczył, że ten dobry i kochający opiekun nie spał jeszcze i pracował.
Stara Sally właśnie opowiadała swej młodej pani — która już to chwilę słuchała z uśmiechem, już to roniła pełnych pięć minut tej nieszkodliwej paplaniny — o tym, jak ów młody gentleman, pan Mervyn, nabył to straszliwe, stare, nawiedzone domostwo „Pod Dachówką" w Ballyfermot z zamiarem zamieszkania w nim, i jakie to dziwne, że nikt go nie ostrzegł przed tajemniczymi niebezpieczeństwami czyhającymi w tym opuszczonym dworze.
Stał on przy zakręcie odludnej, wąskiej drogi. Lilias często spoglądała z ogromnym zaciekawieniem na stary dom na krańcu krótkiej, prostej i porosłej trawą alei; nau-