Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 76
czące złote renety, które kusząco wyzierały spoza liści w gasnącym blasku zachodu i na których widok ciekła ślinka uczniom z Ballyfermot, bezpieczne pod nieprzeniknioną osłoną nocy uśmiechały się nieśmiało do grabieżczych tęsknot chłopców, a w porannych promieniach słońca, w nie zakłóconym spokoju rumieniły się jasnymi barwami. Owa ostrożność i bojaźń ludzka nie były pozbawione przyczyny. Mick Daly sprawujący pieczę nad sadem zwykł sypiać na strychu nad kuchnią; przysięgał on, iż w ciągu tych pięciu czy sześciu tygodni, kiedy tam mieszkał, dwukrotnie widział to samo zjawisko, a była nim dama zakapturzona i w luźnej szacie, przechadzająca się w milczeniu z pochyloną głową i palcem na ustach, pomiędzy pokrzywionymi badylami, trzymająca za rękę małe dziecko, które biegło obok niej podskakując i uśmiechając się. A wdowa Cresswell spotkała ich oboje kiedyś o zmroku na ścieżce prowadzącej przez sad ku drzwiom kuchennym owego domu i nie wiedziała, kim byli, póki nie spostrzegła, jak ludzie spoglądali po sobie, gdy im to mówiła.
— Często opowiadała mi — ciągnęła stara Sally — jak to natknęła się na nich znienacka na zakręcie ścieżki, właśnie przy dużej kępie drzew, i jak przystanęła myśląc, iż jest to pewnie dama, która ona prawo tam przebywać, i jak przeszli mimo tak prędko jak cień rzucony przez chmurę, choć zdawali się iść dość wolno, a małe dziecko ciągnęło kobietę za rękę; i jak owa dama nie zwróciła na nią wcale uwagi, nawet głowy nie podniosła, choć wdowa przystanęła i pozdrowiła ją. A stary Dalton, pamięta panienka starego Daltona, panno Lily?
— Wydaje mi się, że tak, to ten starzec, który powłóczył nogą i nosił starą czarną perukę?
— Ano, juści, tenże sam. Patrzajcie, jak to ona dobrze pamięta! Kuśtykał, bo kopnął go jeden z koni hrabiego; był u niego stajennym — podjęła Sally — on to właśnie i stary Olivier słyszeli zawsze hałas, który zwykł czynić pan hrabia, by zwabić ich do drzwi i nakłonić do ich otwarcia, gdy powracał późną nocą. A działo się to tylko w bardzo ciemne noce, gdy nie było księżyca. W taki czas zupełnie znienacka słyszeli skowyt i chrobot psów przy drzwiach sieni i świst jakby smagnięcie bicza, i lekkie stukanie w okno, tak jakby naprawdę sam hrabia — pokój jego duszy —
— Często opowiadała mi — ciągnęła stara Sally — jak to natknęła się na nich znienacka na zakręcie ścieżki, właśnie przy dużej kępie drzew, i jak przystanęła myśląc, iż jest to pewnie dama, która ona prawo tam przebywać, i jak przeszli mimo tak prędko jak cień rzucony przez chmurę, choć zdawali się iść dość wolno, a małe dziecko ciągnęło kobietę za rękę; i jak owa dama nie zwróciła na nią wcale uwagi, nawet głowy nie podniosła, choć wdowa przystanęła i pozdrowiła ją. A stary Dalton, pamięta panienka starego Daltona, panno Lily?
— Wydaje mi się, że tak, to ten starzec, który powłóczył nogą i nosił starą czarną perukę?
— Ano, juści, tenże sam. Patrzajcie, jak to ona dobrze pamięta! Kuśtykał, bo kopnął go jeden z koni hrabiego; był u niego stajennym — podjęła Sally — on to właśnie i stary Olivier słyszeli zawsze hałas, który zwykł czynić pan hrabia, by zwabić ich do drzwi i nakłonić do ich otwarcia, gdy powracał późną nocą. A działo się to tylko w bardzo ciemne noce, gdy nie było księżyca. W taki czas zupełnie znienacka słyszeli skowyt i chrobot psów przy drzwiach sieni i świst jakby smagnięcie bicza, i lekkie stukanie w okno, tak jakby naprawdę sam hrabia — pokój jego duszy —
www.przeprosprezydenta.pl



