Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 77
tam był. Zrazu wiatr ustawał jak człowiek wstrzymujący oddech, potem następowały te tak dobrze im znane odgłosy; a gdy nie zamierzali otworzyć drzwi, wiatr zaczynał znowu wiać z takim hoo-hoo-oo-o, zawodzeniem, że słychać było jakby śmiech i płacz, i wycie, i wszystko naraz.
Tu stara Sally przerwała na chwilę zarówno swą opowieść, jak i szydełkowanie, wsłuchując się snadź w wiatr hulający na zewnątrz nawiedzonego domu „Pod Dachówką", rychło jednak — Tej samej nocy, gdy hrabiego spotkała w Anglii śmierć, stary lokaj Olivier słyszał, jak Dalton — Dalton bowiem był piśmienny — czytał list, który otrzymał pocztą tegoż dnia. List ów zawierał polecenie, by poczynić przygotowania do powrotu hrabiego, gdyż kłopoty jego miały się ku końcowi i spodziewał się być w domu za kilka dni, a być może razem z tym listem nawet; i z całą pewnością, gdy tak czytali owo pismo, dał się słyszeć przerażający stukot do okna, jakby ktoś trzęsąc się próbował je wyłamać, i głos hrabiego, jak obaj mniemali, krzyknął z zewnątrz: „Wpuście mnie, wpuście mnie, wpuście mnie!" „To on", rzekł stary lokaj. „Tak, to on pewnikiem", opowiedział Dalton i obaj spojrzeli w okno, i jeden na drugiego, i jeszcze raz spojrzeli po sobie rozradowani, choć przestraszeni zarazem. Stary Olivier cierpiał na reumatyzm, do drzwi sieni podszedł przeto Dalton i woła: „Kto tam"- — i nie ma odpowiedzi. „Być może — mówi Dalton do siebie — okrążył dom i podjechał pod kuchenne drzwi" — idzie więc na tyły domu i znowu 'krzyczy — i nie ma odpowiedzi, nijakiego na zewnątrz odgłosu — i zaczął się czuć nieswojo, i znowu zabrał się i podszedł do drzwi sieni. „Kto >tam? Czy pan słyszy? kto tam?", krzyczy i cięgiem nie otrzymuje żadnej odpowiedzi. „Na wszelki wypadek otworzę drzwi", rzecze Dalton, „snadź jest ścigany — służba bowiem wiedziała wszystko o kłopotach hrabiego — i chce dostać się do środka cichaczem"; modląc się przeto cały czas — gdyż wątpił w słuszność swego postanowienia — odryglowuje i otwiera drzwi; lecz ani mężczyzna, ani kobieta, ani dziecko, ani koń, ani żadne inne stworzenie nie stało za nimi, a tylko coś, nie wiedzieć co, wśliznęło się do środka, otarłszy się o jego nogę; mógł to być pies lub coś w tym rodzaju, nie umiał powiedzieć co, bo widział to tylko przez chwilę kątem oka, i weszło to coś do
Tu stara Sally przerwała na chwilę zarówno swą opowieść, jak i szydełkowanie, wsłuchując się snadź w wiatr hulający na zewnątrz nawiedzonego domu „Pod Dachówką", rychło jednak
www.przeprosprezydenta.pl



