Dom przy cmentarzu, T.I cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 79
Bóg nas ma w swej opiece! — jego gardło było przebite na wylot i ziała otwarta rana. Kitty nic więcej nie widziała, tylko osunęła się w głębokim omdleniu na łóżko, a rano zaniesiono ją do matki. Od tamtej pory nic nie wzięła do ust, tylko tak siedziała przy kominku trzymając matkę za rękę, płacząc, trzęsąc się, rzucając dokoła bojaźliwe spojrzenia, wzdrygając się przy lada hałasie, aż wreszcie dostała gorączki i umarła, biedaczka, w niecałe pięć tygodni potem.
I tak dalej, i dalej płynęła opowieść starej Sally, podczas gdy Lilias zapadała w niczym nie zmącony sen; wówczas stara niania po cichutku podreptała do swej własnej schludnej sypialni, gdzie wkrótce zasnęła niewinnym snem.
XII
PRAWDZIWE OPOWIADANIE O WIDMIE RĘKI I O KILKU DZIWNYCH ZJAWISKACH DOTYCZĄCYCH DOMU „POD DACHÓWKĄ"
Jestem pewien, że stara Sally wierzyła w każde słowo swego opowiadania, gdyż była prawdomówna. Lecz to wszystko było tyle warte, ile jest zwykle warta tego rodzaju gadanina — cuda, bajki zwane przez naszych przodków zimowymi opowieściami, które poszerzały się w trakcie opowiadania o szczegóły zapożyczone od rozmaitych gawędziarzy. Jednakże nie całkiem bez przyczyny uważano ów dom za nawiedzony przez duchy. Nie ma dymu bez ognia, przeto i tu tliła się iskierka prawdy — niezaprzeczalna tajemnica, dla której wyjaśnienia niejeden z mych Czytelników snuć może jakieś przypuszczenie, choć — przyznaję — ja nie potrafię.
Panna Rebeka Chattesworth w swoim liście pisanym późną jesienią 1753 roku daje dokładne i ciekawe sprawozdanie ze zdarzeń w domu „Pod Dachówką"; choć początkowo przeciwstawiała się podobnym głupstwom, musiała przysłuchiwać się tym opowiadaniom ze szczególnym zaciekawieniem, gdyż odtworzyła je z niesamowitą wprost drobiazgowością.
I tak dalej, i dalej płynęła opowieść starej Sally, podczas gdy Lilias zapadała w niczym nie zmącony sen; wówczas stara niania po cichutku podreptała do swej własnej schludnej sypialni, gdzie wkrótce zasnęła niewinnym snem.
XII
PRAWDZIWE OPOWIADANIE O WIDMIE RĘKI I O KILKU DZIWNYCH ZJAWISKACH DOTYCZĄCYCH DOMU „POD DACHÓWKĄ"
Jestem pewien, że stara Sally wierzyła w każde słowo swego opowiadania, gdyż była prawdomówna. Lecz to wszystko było tyle warte, ile jest zwykle warta tego rodzaju gadanina — cuda, bajki zwane przez naszych przodków zimowymi opowieściami, które poszerzały się w trakcie opowiadania o szczegóły zapożyczone od rozmaitych gawędziarzy. Jednakże nie całkiem bez przyczyny uważano ów dom za nawiedzony przez duchy. Nie ma dymu bez ognia, przeto i tu tliła się iskierka prawdy — niezaprzeczalna tajemnica, dla której wyjaśnienia niejeden z mych Czytelników snuć może jakieś przypuszczenie, choć — przyznaję — ja nie potrafię.
Panna Rebeka Chattesworth w swoim liście pisanym późną jesienią 1753 roku daje dokładne i ciekawe sprawozdanie ze zdarzeń w domu „Pod Dachówką"; choć początkowo przeciwstawiała się podobnym głupstwom, musiała przysłuchiwać się tym opowiadaniom ze szczególnym zaciekawieniem, gdyż odtworzyła je z niesamowitą wprost drobiazgowością.
www.przeprosprezydenta.pl



